[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Co za wspaniałe słońce, a ona stoi w czerni, na pustej ulicy, ze swoimi wielkimi oczami męczennicy.Ach! Ona mnie drażni.Milczenie.Garcin siada na środkowej kanapie i ukrywa twarz w dłoniach.InezStello!.StellaProszę pana!.GarcinProszę.StellaPan usiadł na mojej kanapie.GarcinPrzepraszam.wstaje.StellaMusi pan być bardzo przejęty?.GarcinPorządkuję swoje życie.Inez zaczyna się śmiać.Zamiast się śmiać, lepiej byłoby pójść za moim przykładem.InezMoje życie jest w porządku.W zupełnym porządku.Ono się tam samo przez się uporządkowało, nie potrzebuję się nim zajmować.GarcinNaprawdę? I pani myśli, że to jest takie proste! (przesuwa ręką po czole) Co za upał! Panie pozwolą?Wstaje, aby zdjąć marynarkę.StellaAch, nie! (łagodniej) Nie cierpię, jak mężczyźni są w samej koszuli.Garcinwkładając z powrotem marynarkąDobrze, już dobrze, (po chwili) Całe noce spędzałem w redakcji.Panował tam zawsze wściekły upał.(po chwili; gra jak poprzednio) Panuje tam wściekły upał.Jest teraz noc.StellaTak.To już noc.Olga się rozbiera.Jak szybka mija czas na ziemi.InezJuż noc.Opieczętowali drzwi do mego pokoju.A pokój jest pusty.Ciemno w nim.GarcinPowiesili na krzesłach marynarki i zakasali rękawy koszul powyżej łokci.Zapach mężczyzn i cygar, (milczenie) Lubiłem towarzystwo mężczyzn, którzy zawijają rękawy koszul.StellasuchoA więc nie mamy tych samych gustów, (do Inez) Czy lubi pani, kiedy mężczyźni są w samej koszuli?.InezW koszuli czy bez, ja w ogóle nie bardzo lubię mężczyzn.Stellapatrzy na nich oboje z przerażeniemAle dlaczego, dlaczego nas tu posadzono, razem?.Inezpowstrzymując się od wybuchuCo pani mówi?.StellaPatrzę na was dwoje i myślę, że mamy razem mieszkać.Spodziewałam się, że odnajdę przyjaciół, rodzinę.InezWspaniałego przyjaciela z dziurą pośrodku twarzy.StellaJego także.Tańczył tango jak fordanser, ale my, my, dlaczego nas tu zgromadzono?.GarcinNo cóż, to przypadek.Lokują ludzi, jak mogą, w kolejności przybycia, (do Inez) Z czego pani się śmieje?.InezPonieważ śmieszy mnie pan z tym swoim przypadkiem.Czy naprawdę musicie się koniecznie pocieszać? Oni nic nie robią przypadkowo.StellanieśmiałoAle może myśmy się już kiedyś spotkali?.InezNigdy.Nie zapomniałabym pani.StellaAlbo może mamy jakichś wspólnych znajomych? Nie zna pani czasem państwa Dubois-Seymour?.InezNie przypuszczam.StellaCały świat u nich bywa.InezCo oni robią?.StellazdziwionaNic nie robią.Mają zamek w Korezach i.InezJa.ja byłam urzędniczką na poczcie.Stellawycofując sięAch, tak? No, rzeczywiście.(po chwili) A pan?.GarcinNigdy nie wyjeżdżałem z Rio.StellaW takim razie państwo mają rację.Przypadek nas tu zgromadził.InezPrzypadek.A więc te meble są tutaj przypadkiem.To przypadek, że ta kanapa na prawo jest zielona jak szpinak, a na lewo koloru bordo.Przypadek, oczywiście? Spróbujcie je przestawić, a potem mi powiecie.I ten brąz jest tutaj także przypadkiem.I to gorąco? I to gorąco?Milczenie.Mówię wam, że oni o wszystkim pomyśleli.Aż do najdrobniejszych szczegółów, z całą satysfakcją.Ten pokój na nas czekał.StellaAle co pani mówi? Wszystko tu jest takie brzydkie, takie twarde, takie kanciaste.Nie znosiłam twardych mebli.Inezwzruszając ramionamiPani może sądzi, że ja mieszkałam w salonie biedermeier?Po chwili.StellaWięc wszystko zostało przewidziane?.InezWszystko.I nas specjalnie dobrano.StellaA więc to nie przypadek, że pani, że właśnie pani siedzi naprzeciwko mnie.(po chwili) Na co oni czekają?.InezNie wiem.Ale czekają.StellaNie mogę znieść, kiedy ktoś czegoś oczekuje ode mnie.Zaraz mam ochotę zrobić coś na przekór.InezProszę bardzo.Niech pani zrobi.Niech pani to zrobi.Pani nawet nie wie, czego oni chcą.Stellatupiąc nogąTo jest nie do zniesienia.I przez was dwoje coś ma się stać ze mną? (patrzy na nich) Przez was dwoje.Spotykałam twarze, które od razu mi coś mówiły.A wasze nic mi nie mówią.Garcinnagle do InezA więc dlaczego jesteśmy razem? Pani już za wiele powiedziała, niech pani dokończy.InezAleż ja nie mam pojęcia.GarcinMy to musimy wiedzieć.Zastanawia się przez chwilę.InezGdyby przynajmniej każdy z nas miał odwagę powiedzieć.GarcinCo powiedzieć?.InezStella!.StellaProszę!.InezCo pani zrobiła? Dlaczego oni panią tutaj posłali?.StellażywoNie wiem, zupełnie nie wiem.Zastanawiam się nawet, czy to czasem nie jest pomyłka.(do Inez) Niech się pani nie uśmiecha.Proszę sobie wyobrazić ilość ludzi, którzy codziennie.stają się nieobecni.Przybywają tutaj tysiącami i mają do czynienia jedynie z niższymi urzędnikami, z funkcjonariuszami bez wykształcenia.Jakżeż może nie być pomyłek? Niech się pani nie śmieje, (do Garcina) Niech pan coś powie.Jeżeli się pomylili w moim wypadku, mogli się pomylić i w pana.(do Inez) I w pani także.Czyż nie lepiej uwierzyć, że jesteśmy tutaj przez pomyłkę?.InezTo wszystko, co pani ma nam do powiedzenia?.StellaCo pani chce jeszcze wiedzieć? Moje życie? Nie mam nie do ukrycia.Byłam ubogą sierotą, wychowywałam młodszego brata.Stary przyjaciel mojego ojca poprosił mnie o rękę.Był bogaty i dobry, zgodziłam się.Co pani by zrobiła na moim miejscu? Brat był chory i jego zdrowie wymagało wielkich starań.Sześć lat przeżyłam z mężem bez jednej sprzeczki.Dwa lata temu poznałam człowieka, którego miałam pokochać.Wiedzieliśmy o tym od razu, chciał, abym z nim wyjechała, a ja odmówiłam.Potem, dostałam tego zapalenia płuc.To wszystko.Być może, że w imię pewnych zasad można by mi wyrzucać, że poświęciłam swoją młodość dla starca, (do Garcina) Czy pan uważa, że jestem winna?.GarcinNa pewno nie.(po chwili) A pani, czy pani sądzi, że winą jest żyć według swoich zasad?.StellaKtóż to mógłby panu zarzucać?.GarcinByłem redaktorem pacyfistycznego dziennika.Wybucha wojna.Co robić? Wszyscy oni mieli oczy na mnie zwrócone.„Odważy się?” Odważyłem się.Skrzyżowałem ręce i mnie rozstrzelano.Gdzie jest wina? Gdzie jest wina?.Stellakładzie mu rękę na ramieniuNie ma winy.Pan jest.Inezkończy ironicznieBohaterem.A pańska żona?.GarcinOna? Ja ją wyciągnąłem z rynsztoka.Stellado InezPani widzi.Pani sama widzi.InezWidzę, (po chwili) Dla kogo gracie te komedie? Jesteśmy między sobą.StellazuchwaleMiędzy sobą?.InezMiędzy mordercami.Jesteśmy w piekle, moja mała.Tu nie zdarzają się pomyłki i nie potępia się nikogo za nic.StellaNiech pani milczy.InezW piekle! Potępieni! Potępieni!.StellaNiech pani milczy.Czy pani w końcu przestanie? Zabraniam pani używania ordynarnych słów.InezPotępieni, moja ty święta z obrazka.Potępieni, mój ty bohaterze bez zmazy.Mieliśmy swoją chwilę zabawy, może nie? Są ludzie, którzy przez nas cierpieli.A nas to bawiło.Teraz trzeba płacić.Garcinz podniesioną ręką.Będzie pani cicho?.Inezpatrzy na niego bez strachu, ale z niesłychanym zdumieniemAha! (po chwili) Czekajcie! Zrozumiałam! umieścili nas razem!.GarcinNiech pani nie powie za wiele!.InezPrzekonacie się, jakie to głupie, jakie głupie! Nie ma fizycznych tortur.A przecież jesteśmy w piekle [ Pobierz całość w formacie PDF ]