[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ludzie łażą po ulicach, śpiewają, idą na targ, jedzą obiad w rodzinnym gronie.No i pewnego dnia z lasu wyszły dwa wielkie niedźwiedzie, stanęły pod miastem ze spuszczonymi łbami i wydawało się, że coś do siebie szepczą.Z początku nikt nie zwracał na nie uwagi.Potem jednak ludzie przerywali swoje zajęcia i usiłowali podsłuchać, co mówią niedźwiedzie.Ale nie mogli.W nocy niedźwiedzie wróciły do lasu.Pewna kobieta oznajmiła, że wie, o czym rozmawiały, że naśmiewały się z mieszkańców miasteczka.I wtedy każdy zaczął dostrzegać, że wszyscy pozostali dziwacznie chodzą, śmiesznie mówią i głupkowato wyglądają; skończyło się na wzajemnym wyśmiewaniu, no i wszyscy oszaleli.Dobra, no więc następnego dnia niedźwiedzie znów wyszły z lasu i zaczęły szeptać.Bla, bla, bla, wie pan, o co chodzi.Po czym wróciły do lasu.A pewien stary człowiek oznajmił, że wie, o czym mówiły.Plotkowały.Wyjawiały sekrety mieszkańców.Tej nocy ludzie w miasteczku wrócili do domów, pozamykali wszystkie okna i drzwi i wstydzili się wyjść na rynek, pójść do restauracji czy kawiarni, jak czynili to do tej pory.No a trzeciego dnia niedźwiedzie znów wyszły z lasu ze zwieszonymi głowami.W końcu jakiś mężczyzna krzyknął: „Wiem, co one robią! Zamierzają zaatakować wioskę! Uciekajmy!”.I ludzie spakowali się i uciekli.Rozeszli się na cztery strony świata, a ich miasteczko opustoszało.Tate czytał mi to tylko raz, ale wciąż pamiętam ostatnie zdania.Brzmiały one tak: „A czy wiecie, o czym naprawdę szeptały niedźwiedzie? No cóż, o niczym.Nie domyśliliście się? Przecież niedźwiedzie nie umieją mówić”.- Ta opowieść cię przygnębiła? - spytał doktor.- Tak.- Dlaczego?- Nie wiem.Może dlatego, że wszyscy wynieśli się z tego miłego miasteczka i zmarnowali sobie życie bez powodu.- Co się stało, gdy twój ojciec skończył czytać?Megan zawahała się.- To wszystko.- Wzruszyła ramionami.- Bett przyjechała i zabrała mnie do domu.- Dlaczego to wywarło na tobie takie wrażenie? Jeśli chcesz wiedzieć, co o tym myślę, to nie uważam tego za najwybitniejszą baśń na świecie.- Nie wiem.Myślę, że byłam wściekła, bo tak naprawdę to nie była bajka dla dzieci.- Bawiła się guzikiem bluzki.- Nie idzie ci łatwo, Megan?- Chyba nie.- Łatwiej by ci było spisywać uczucia? Wielu moich pacjentów tak robi.Tam jest papier.- Sięgnęła po kilka kartek i położyła je na broszurze, którą jej podsunął jako podkładkę.Niechętnie wzięła do ręki pióro.Wpatrywała się w kartkę.- Nie wiem, co powiedzieć.- Powiedz, jak się czujesz.- Nie wiem, jak się czuję.- Ależ wiesz.Pomyśl o Amy.Co czułaś, kiedy odbiła ci chłopaka? Co wtedy czułaś?Zamrugała oczami.- Spróbuj, Megan.Wyobraź sobie najgorsze możliwe uczucia, a potem zejdź głębiej.Nienawidziłaś jej, prawda?Megan rozłożyła ręce i dotknęła paciorków na poduszce.- Mówiłam już.To nie było nic wielkiego.- Przestań tłumić to w sobie.Wściekłaś się?Niechętnie skinęła głową.- Opowiedz mi o tym.- Tak, wściekłam się! - Usta jej drżały, z trudem łapała oddech.Zatrzęsła się ze złości.- Co chciałaś zrobić?- Ja.- Nie przerywaj.- Chciałam wrzeszczeć.Nie chciałam jej już nigdy widzieć.- Co pragnęłaś jej powiedzieć?- Chciałam wrzasnąć: Ty suko! Jak mogłaś mi to zrobić?- Świetnie.Zapisz to.Spojrzała na kartkę.Papier wpatrywał się w nią niczym wielkie zachmurzone okno.Jeśli tam wejdzie, może już nigdy nie wrócić.- Powiedz jej to - szepnął doktor Peters, nachylając się.Megan nie ruszała się przez dłuższą chwilę.Słyszała oddech doktora i swój własny.A potem nagle słowa zaczęły płynąć, cały jej gniew na widok Amy flirtującej ze Steviem; przypomniała sobie, jak przestała do niej dzwonić, gdy zobaczyła ich razem na meczu zeszłej jesieni.Drżącą ręką podała mu zapisaną kartkę i poczerwieniała z zadowolenia na widok jego promiennej twarzy.- Świetnie, Megan.Doskonale.Znakomicie.- Po czym znienacka wskazał znów na papier.- A teraz rodzice.Każde z osobna.Najpierw matka.Zejdź jak najgłębiej - szepnął.- Nic mi nie przychodzi do głowy!- Wybierz coś konkretnego.Dlaczego tak się na nią gniewasz?Zacisnęła pięść.- Dlatego że.- Dlaczego?- Nie wiem.Bo ona jest.Ona włóczy się z tymi wszystkimi facetami.Jakby myślała, że potrafi ich zauroczyć.- No i co? Dlaczego cię to denerwuje?- Nie wiem!- A ja myślę, że wiesz - odparł.- Ona jest po prostu kobietą interesu, a bawi się w ten szajs.Nie jest królewną z bajki, choć bardzo by chciała.- Udaje niezwykłą? Dlaczego, jak sądzisz?- Żeby być szczęśliwą.Chce na zawsze pozostać piękna i młoda.Wydaje jej się, że ten dupek Brad uczyni ją szczęśliwą.Ale tak nie będzie [ Pobierz całość w formacie PDF ]