[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wiedziałeś, gdzie mieszkam.– Podałaś mi adres, kiedy wsiedliśmy do samochodu.Byłaś pijana! Myślisz, że go po prostu zgadłem?Nie wiedział, co może jeszcze powiedzieć.Przepełniał go wstyd, a może nienawiść do samego siebie?– Śledziłeś mnie.Zdobyłeś mój numer na barbecue.Zadzwoniłeś do siebie z mojej komórki – podniosła telefon ze starty ubrań.– Proszę, oto on.Dziewięćdziesiąt osiem, trzy, trzy, dwa, dziewięćdziesiąt, dziewięćdziesiąt.Twój numer.Mam zadzwonić, żebyśmy się upewnili?– Nie powinnaś…– Już to zrobiłam.Zadzwoniłam do ciebie dziś.Sprawiałeś wrażenie zaspanego.Od razu poznałam cię po głosie.W niedzielę zadzwoniłeś z bajeczką o sondzie prowadzonej przez instytut i dowiedziałeś się, gdzie studiuję.W poniedziałek zacząłeś mnie śledzić i odkryłeś, gdzie mieszkam.Wczoraj wieczorem poszedłeś za mną do Lapy.Słuchaj, jestem ci wdzięczna, że mi pomogłeś, ale czy ten stalking nie wydaje ci się odrobinę odstręczający?– Nie jestem stalkerem.I nie mam pojęcia, o jakiej rozmowie telefonicznej mówisz.Uśmiechnęła się, kręcąc głową.Ze spokojem tłumaczyła, w jaki sposób przyłapała go na kłamstwie.Clarice należała do tych kobiet, które zachowują spokój nawet wtedy, gdy są zdenerwowane.– Dam ci całusa, jeśli powiesz, jak mam na nazwisko – zaproponowała.– Słucham?– Powiedziałam, że dam ci całusa, jeśli znasz moje nazwisko – powtórzyła z chytrą minką.– A przyznasz przecież, że nigdy ci go nie podałam.Ale jeśli twierdzisz, że taki z ciebie fartowny chłopak, to może uda ci się je zgadnąć, co?– Jesteś gotowa kogoś pocałować tylko po to, żeby udowodnić swoją rację?– Niczego nie chcę udowadniać.Chcę ci tylko uświadomić, że to, co zrobiłeś, było lekko szalone.Dopiero co się poznaliśmy, Teo.Zwilżył wargi.Gdyby przeprosił, zachowałby się żałośnie.Clarice nim gardziła.– Nie musisz się tłumaczyć – powiedziała.– Wiem, że ludzie czasami robią rzeczy, które nie mają specjalnego sensu.Tyle że powinieneś zachować stosowny dystans.Nie można się tak zachowywać.Rozumiem, że mnie lubisz.Jeżeli chcesz koniecznie wiedzieć, ja też cię lubię.Wyglądasz na fajnego faceta.Ale jeśli chcesz mnie lepiej poznać, to nie w ten sposób.Tak postępują szaleńcy.Ludzie nadający się do zakładów psychiatrycznych i tym podobni.– Masz rację, Clarice.Bardzo cię przepraszam.Wstał, choć nie wiedział dlaczego.Nie chciał jeszcze wychodzić.– Jesteś naprawdę inteligentna – powiedział.– Może właśnie to mnie w tobie pociągało.To niesamowite, ile pamiętasz, biorąc pod uwagę, w jakim byłaś stanie.Wróciła do pakowania, jakby sprawa została załatwiona.– Mam znakomitą pamięć.– W takim razie powinnaś pamiętać to, co powiedziałaś swojej matce.Pamiętasz, co powiedziałaś, kiedy zapytała, kim jestem?– Powiedziałam, że jesteś moim chłopakiem.Teo dostał gęsiej skórki, słysząc ponownie te słowa z jej ust.Zabrzmiały prawdziwie.– Dlaczego to powiedziałaś?– Dla hecy.Matka jest strasznie upierdliwa.Wciąż tylko narzeka na moich chłopaków.Że ten pali trawkę, że tamten nie ma pieniędzy, a jeszcze inny pali trawkę i nie ma pieniędzy.Zauważyłam, że ciebie polubiła: masz zadbane włosy, nie śmierdzisz ani nie palisz.Studiujesz medycynę, jesteś uprzejmy, poza tym przyprowadziłeś jej pijaną córkę do domu, dzięki czemu nikt jej po drodze nie zgwałcił.Polubiła cię.Dlaczego zatem nie miałabym uszczęśliwić staruszki?– Ludzie rzeczywiście robią rzeczy, które nie mają sensu.Nie wiem, dlaczego tu przyszedłem, Clarice.Wiem tylko, że chcę tu być, rozumiesz? Podobało mi się, kiedy powiedziałaś wczoraj, że jestem twoim chłopakiem, ale nie potrafię powiedzieć, dlaczego.Po prostu mi się podobało i nadal mi się podoba.Ty mi się podobasz.Chciałbym, żeby to, co powiedziałaś matce, było prawdą, a nie tylko sposobem na „uszczęśliwienie staruszki”.Odwrócił się i na nią spojrzał w przekonaniu, że wygłosił piękną mowę.Roześmiała się.– Sama to przerabiałam.Wszystkim się to zdarza.Człowiek się odrobinę za bardzo napala i zapomina się wyspać.Mimo że cała sytuacja była dość dziwaczna, byłam pod wrażaniem, w jaki sposób wydębiłeś ode mnie komórkę i zadzwoniłeś do siebie.– Dasz mi szansę?Niemal niezauważalnie pokręciła głową.Skończyła wkładać rzeczy do dużej walizki i zamknęła mniejszą, która była teraz zupełnie pusta.Przeciągnęła się, rozluźniając szyję.– To nie działa w ten sposób – stwierdziła.– Nie pasowalibyśmy do siebie.Możemy zostać przyjaciółmi.Nie jesteś w moim typie: jesteś trochę za schludny, zbyt tradycjonalistyczny.Ja lubię przygody.Odrobinę szaleństwa, rozumiesz? Po jakimś czasie miałbyś mnie serdecznie dość.A ja ciebie.Clarice wyglądała na jedną z tych kobiet, które nigdy nie wychodzą za mąż: samowystarczalną singielkę.– Nie zaszkodziłoby spróbować – powiedział.Zrobił krok do przodu i wyciągnął przed siebie prezent.– Popatrz, kupiłem to dla ciebie.Odwinęła ozdobny papier.– Wspomniałaś, że nie znasz żadnej z jej książek.Pomyślałem, że ci się spodoba.– Dzięki.Spróbuję coś przeczytać.– Położyła książkę na walizce.– Dlaczego nie zastanawiasz się w ogóle nad tym, co powiedziałem?– Już ci to wyjaśniłam.Możemy zostać przyjaciółmi [ Pobierz całość w formacie PDF ]