[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.– Ale dziewięćdziesiąt siedemdziesiąt jest w drodze.Hoffman, przejmujesz dowodzenie do czasu, kiedy zjawią się posiłki.Musicie się przegrupować.Nie podjeżdżajcie wszyscy naraz.Otoczcie kamienicę i czekajcie w wozach.Wszystkie wozy podjeżdżają w ciszy.W tym momencie z przeciwka nadjechał drugi radiowóz.Zatrzymał się przecznicę dalej, zgasił światła, po chwili zgasł też silnik.Nina otworzyła drzwi i wyszła.Uderzenia ciężkich policyjnych butów odbijały się echem od bruku.Poprawiła słuchawkę w lewym uchu, wcisnęła ją mocniej, otwierając jednocześnie bagażnik.– Tarcza i pałka – rzuciła do Anderssona i przestawiła swój przenośny odbiornik na zero sześć.Po drugiej stronie ulicy zobaczyła dwóch policjantów.Wysiadali z radiowozu.– Dziewiętnaście osiemdziesiąt, to ty? – spytała cicho przez interkom.Miała go na prawym ramieniu.– Tak – odpowiedział jeden z funkcjonariuszy, unosząc do góry rękę.– Wchodzicie z nami.Pozostałym wozom poleciła zająć pozycję po przekątnej, tak żeby mogli kontrolować całą okolicę, od rogu Skånegatan i Södermannagatan aż do Östgötagatan.Andersson przewracał wszystko w bagażniku, szukał czegoś wśród apteczek, gaśnic, łopat, rac, latarek, plastikowych pachołków, taśm wygradzających, trójkątów ostrzegawczych, formularzy i innych rzeczy.– Szesnaście siedemnaście do siedemdziesiątki – powiedziała Nina przez radio.– Macie nazwisko zgłaszającego? Odbiór.Chwila milczenia.– Erlandsson, Gunnar, drugie piętro.Podniosła głowę, spojrzała na fasadę z lat sześćdziesiątych, z kwadratowymi oknami.W jednym z nich, na drugim piętrze, za kuchenną firanką w czerwono-białą kratkę paliła się lampa.– Nie śpi.Idziemy tam.Podeszli pozostali, przedstawili się.Sundström i Landén.Skinęła głową, podeszła do domofonu i wstukała kod.Żaden z kolegów się nie zdziwił, że go zna.Weszła na klatkę, ściszyła radio, niemal wyłączyła dźwięk.Koledzy w milczeniu szli za nią.Andersson, który szedł ostatni, zablokował drzwi.Zostawił je szeroko otwarte, żeby w razie potrzeby mogli uciec.Klatka schodowa była ciemna i pusta.Tylko z windy przez podłużną szybę w drzwiach sączyło się trochę światła.– Jest tu jakieś podwórko? – spytał Landén cicho.– Za windą – wyszeptała Nina.– Z prawej strony są drzwi do piwnicy.Funkcjonariusze sprawdzili drzwi po obu stronach, każdy swoje, jedne i drugie były zamknięte.– Otwórz windę – poleciła Anderssonowi.Andersson zablokował drzwi, unieruchamiając windę, po czym stanął przy schodach i czekał na dalsze polecenia.Nina czuła, jak z tyłu jej głowy narasta panika.Próbowała sobie przypomnieć, jakie zasady obowiązują w takiej sytuacji.Oceń sytuację.Zabezpiecz klatkę schodową.Porozmawiaj z osobą zgłaszającą, ustal, skąd padły strzały.– Najpierw się rozejrzymy – powiedziała.Ruszyła szybko, ale bardzo ostrożnie na górę.Pokonywała kolejne piętra.Andersson szedł za nią, cały czas w pewnej odległości.Klatka schodowa pogrążona była w mroku.W ciszy słychać było szelest ubrań.Pachniało środkiem czyszczącym.Za zamkniętymi drzwiami mimo ciszy wyczuwała obecność ludzi, gdzieś zatrzeszczały sprężyny łóżka, gdzieś ktoś odkręcił kran.Tu się nic nie dzieje, nie ma żadnego niebezpieczeństwa, wszystko jest tak, jak powinno być.W końcu lekko zdyszana dotarła na strych.Najwyższe piętro wyraźnie różniło się od pozostałych: marmurowa posadzka, specjalnie zaprojektowane wzmocnione drzwi.Wiedziała, że pod koniec lat osiemdziesiątych spółdzielnia mieszkaniowa, do której należał budynek, postanowiła wyremontować strych i urządzić tam luksusowe apartamenty.Decyzję podjęto tuż przed krachem na rynku mieszkaniowym, który nastąpił pod koniec lat osiemdziesiątych.Przez wiele lat mieszkania stały puste, spółdzielni groziło bankructwo.Dzisiaj czynsze były oczywiście niebotyczne, ale David nadal miał spółdzielni za złe tę nieprzemyślaną decyzję.Andersson, dysząc ciężko, podszedł do Niny.Otarł czoło, Nina czuła, że jest rozdrażniony i zawiedziony.– Wygląda na fałszywy alarm – stwierdził.– Zobaczymy, co nam powie ten, kto to zgłosił – powiedziała Nina i ruszyła na dół.Na drugim piętrze, przed drzwiami z tabliczką ERLANDSSON, G&A, czekali już ich koledzy, Sundström i Landén.Nina podeszła do drzwi i ostrożnie zapukała.Żadnej reakcji.Stojący za nią Andersson niecierpliwie przestępował z nogi na nogę.Zapukała ponownie, tym razem znacznie mocniej.Drzwi się uchyliły, zza grubego łańcucha wyjrzał mężczyzna w szlafroku w biało-niebieskie pasy.– Gunnar Erlandsson? Jesteśmy z policji – powiedziała Nina, pokazując odznakę.– Dzwonił pan do nas w sprawie podejrzanych odgłosów.Możemy wejść?Mężczyzna cofnął się, chwilę manipulował przy łańcuchu, w końcu otworzył drzwi.– Wejdźcie, proszę – wyszeptał [ Pobierz całość w formacie PDF ]