[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nie mówiąc już o innych obiekcjach, naraża to romans na krytykę specjalnego rodzaju, sztywną i nadzwyczaj niebezpieczną, która obrazy wyrosłe w fantazji twórcy wprowadza w bezpośredni kontakt z rzeczywistością danej, określonej chwili.Celem autora zresztą nie był opis lokalnych obyczajów ani też krytyka społeczeństwa, które darzy właściwym szacunkiem i należnymi względami.Jest też przekonany, że nie poczytają mu za niewybaczalne przestępstwo, jeśli wytyczył ulicę, która nie wchodzi na żadne prywatne grunta, i przywłaszczył sobie ka-wał ziemi, która nie miała właściciela, a dom zbudował z materiałów używanych od lat do budowania zamków na lodzie.Osoby tej opowieści, choć mienią się być od dawna tu osiadłymi i znacznymi w społeczeństwie, zostały w rzeczywistości stworzone przez autora lub skomponowane przez niego z istniejących elementów.Ich cnoty nie mogą rzucać blasków na czcigodne miasto, którego zwą się mieszkańcami, a ich wady nie mogą w najlżejszym nawet stopniu przynosić mu hańby.Autor pragnąłby więc, aby książkę rozumiano —zwłaszcza w tych okolicach, o których mówi akcja —ściśle jako romans, który ma nierównie więcej wspólnego z chmurami na niebie niż z jakąkolwiek częścią rzeczywistej ziemi okręgu Essex.Lenox, 27 stycznia, 1851.3STARY RÓD PYNCHEONOWW połowie bocznej uliczki w jednym z naszych nowoangielskich miast stoi poczerniały drewniany dom o siedmiu ostro zakończonych szczytach zwróconych we wszystkie strony świata, z potężnym kominem wiązkowym pośrodku.Ta uliczka to ulica Pyncheonow; dom — to stary dom Pyncheonow; a rozłożysty wiąz rosnący przed wejściem znany jest każdemu dziecku urodzonemu w tym mieście jako wiąz Pyncheonow.I nie zdarzyło mi się, abym odwiedzając miasto, o którym mowa, nie zaszedłna ulicę Pyncheonow, by przystanąć na chwilę w cieniu tych dwóch zabytków: skołatanego wiekiem budynku i wielkiego wiązu.Ta czcigodna rezydencja przywodzi mi zawsze na myśl ludzką twarz, którą rzeźbią nie tylko wichry i słońce, lecz także długie koleje doczesnego życia (Szarpiące duszą człowieka.Gdyby dzieje tego domu odtworzyć w należyty sposób, powstałaby opowieść nader ciekawa i pouczająca, nacechowana ponadto pewną osobliwą jednością, która zdałaby się owocem niemal artystycznej kompozycji.Lecz historia taka objęłaby łańcuch wydarzeń rozciągający się na przestrzeni prawie dwóch stuleci i przedstawiona szczegółowo wypełniłaby większy foliał lub dłuższą serię małych tomików, niż można by słusznie poświęcić na kronikę całej Nowej Anglii tegoż okresu.Tak więc koniecznym będzie zwięzłe potraktowanie bogactwa faktów, jakie przekazała nam tradycja na temat prastarego domu Pyncheonów, zwanego inaczej Domem o Siedmiu Szczytach.Zaczniemy zatem od krótkiego opisu okoliczności, w których położono fundamenty domu, i od pobieżnego spojrzenia na jego dziwną budowę sczerniałą od podmuchów wschodniego wiatru, który przeważa w tych stronach — zwracając też czasem uwagę na bardziej omszałe miejsca na dachu i ścianach — a rzeczywistą akcję naszej opowieści umieścimy w epoce nie nazbyt od dnia dzisiejszego odległej.Będzie tu jednak mowa i o związkach z dawno minioną przeszłością, o wydarzeniach i osobach już zapomnianych, o obyczajach, uczuciach i poglądach całkiem lub prawie przestarzałych, które, jeśli się je $tosownie ukaże czytelnikowi, winny posłużyć za dowód, jak dalece przeszłość jest tworzywem najnowszych dni.Stąd też będzie można wysnuć morał płynący z zapoznanej prawdy, że czyny żyjących pokoleń są zalążkiem, który może i musi zrodzić owoc zły lub dobry w bardzo dalekiej przyszłości; że wraz z ziarnem dającym jedynie plon doraźny, który służy temu, co śmiertelni zwą potrzebą chwili, człowiek rzuca w glebę twardą żołądź, a ta po wielu latach wyrasta w dąbrowy ścielące się czarnym cieniem na potomnych [ Pobierz całość w formacie PDF ]