[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.– Na przykład jakie?– Pamiętasz moją propozycję?Zdaje się, że wrócili do punktu wyjścia.Całkiem niedawno już o tym rozmawiali.Kolejne napomknięcie o tym samym wzbudziło niepokój u Andrzeja.Sprawa zahaczała o szantaż: pomożemy Shepardowi, jak ty pomożesz nam.Tak jakby Norton nie był obywatelem ich państwa.Dla CIA może to drobiazg, on pod tym względem był bardziej lojalny.– Słuchaj, Jeff, przymus na mnie nie działa.– Czy ja cię do czegoś przymuszam? – prawie szczerze zdziwił się agent.– Jak wspomniałem, nic nie jest przesądzone.– Już i tak robicie sporo szumu – zauważył Polak.– Ile masz zespołów do dyspozycji? Co najmniej kilka, mam rację? Zrobimy taką akcję, że będą nas wspominać przez dziesięciolecia.– Jak mówiłem, to nie takie proste.– Czy ja mówię, że jest?– Do tej pory wszystko robiliśmy na naszych warunkach, a ty najwyraźniej chcesz zaatakować agentów służby federalnej.– To nie FBI, tylko FSB, nie zapominaj.– Niczego nie obiecuję.Robię to dlatego, że numer z Dmitrijem wydaje się sensowny.Chciałbym, żebyś o tym pamiętał.22 BRYGADA PANCERNANA WSCHÓD OD GULBENE – ŁOTWA | 22 maja, godzina 11:38Ostatnia doba upłynęła spokojnie.Aż za spokojnie, jak na gust podporucznika Tomasza Maciejewskiego.Ciągle spodziewał się nalotu lub przynajmniej ataku pociskami rakietowymi krótkiego zasięgu, takimi jak Toczka.W życiu nie był tak zdenerwowany, podskakiwał na każdy wystrzał i bezustannie spoglądał za siebie.Reszta załóg przeżywała podobne katusze.Poza nielicznymi weteranami żołnierze 22 Brygady nie wąchali prochu, dopiero starcie pod Iwaszkami pokazało, ile są warci.Pobili wówczas Rosjan i Białorusinów próbujących zamknąć większą część sił II Korpusu w kotle.Nikt nie spodziewał się aż takiego sukcesu – nieostrzelani rekruci, wsparci grupą instruktorów oraz zupełnie nowym sprzętem, który dopiero przyszło im poznawać, spisali się nadspodziewanie dobrze.Nikt nie oczekiwał od nich heroizmu, a jednak zamienili prawie pewną klęskę w zaskakujące zwycięstwo.Niemniej sukces odczuli na własnej skórze.Polegli i ranni to koszt każdej bitwy.Dodatkowo po cichu odsyłano na tyły tych, którzy nie mogli wypełniać obowiązków z powodu zaburzeń psychicznych.Nie każdy nadawał się na żołnierza, nawet ochotnik.Ostateczną cenzurę wystawiała sama walka, po niej każdy tracił niewinność.Gdy było już po wszystkim, najchętniej wykasowałby parę ostatnich dni z pamięci.Ilekroć przymykał oczy, widział niesamowicie okaleczone zwłoki, ciała porozrywane eksplozjami przez detonującą amunicję, spalone i takie, którym śmierć zadano na sto innych sposobów.Widział również ludzi niemających widocznych ran, lecz i tak martwych.Nawet nie chciał doszukiwać się przyczyn.Przez ostatni tydzień postarzał się o dziesięć lat.Co gorsza, zapowiadało się, że ich przeżycia to ledwie preludium do dalszych wypadków.Przerzut 22 Brygady na północ zorganizowano sprawnie.Abramsy załadowano na platformy, im podstawiono autokary.Prawdę mówiąc, wolał jechać czołgiem, zawsze to pancerz nad głową i odrobina więcej wygody.Tu nawet nie można było wyciągnąć nóg przed siebie – wszyscy siedzieli stłoczeni jak sardynki w puszce.Do tego dochodziło wyposażenie i broń osobista, poupychane pod nogami, w przejściu i gdzie się dało.Jeden plus, że siedział z przodu, więc obserwował szosę.Jechali całą noc, zrywami, często stając na poboczach lub dla odmiany pędząc na złamanie karku przez dłuższe odcinki drogi.Mini Beryl, czyli wersja karabinka ze skróconą lufą, cały czas spoczywał na kolanach.Tak na wszelki wypadek.Chodź sporo grup specnazu zostało już wybitych, to nie znaczyło, że wszystkie.Z każdej strony dochodziły informacje o potyczkach i zasadzkach.Spadochroniarze 101 Dywizji oraz lokalna samoobrona zaciekle tępili Rosjan, a i tak podobno jeden z oddziałów dotarł pod samą kwaterę główną wojsk koalicyjnych w Rydze i dopiero tam został rozbity.Podobnie rzecz się miała z bazą marynarki w Tallinie i lotniskami międzynarodowymi w stolicach wszystkich nadbałtyckich państw, o pomniejszych celach nie wspominając.Przeczucie go nie myliło.Parę minut po piątej rano minęli punkt kontrolny opodal łotewskiej Daugavpils.Ponurzy żandarmi i rząd co najmniej dwudziestu ciał już zapakowanych w brezentowe worki świadczyli o stoczonej niedawno walce.Bojowy AH-64 Apache jeszcze kręcił się w pobliżu.Potrzaskany Humvee wciąż stał, tylko zepchnięty na pobocze.Autobus przyśpieszył, ale Maciejewski jeszcze zdążył zauważyć żołnierzy z psami tropiącymi znikających w pobliskim lesie.Gdyby przejeżdżali godzinę wcześniej, to samo, co załodze Humvee, mogło przytrafić się właśnie im.Parę godzin później zjechali z głównej szosy na boczny trakt.Kolejne pół kilometra i byli na miejscu.Maciejewski wysiadł jako pierwszy, zarządził zbiórkę i zaczął zastanawiać się, gdzie ulokować ludzi.Nic nie zostało przygotowane.Przed nimi rozciągał się kawał pola nad jeziorem otoczonym lasem.Obóz zapewne dopiero był w planach.Zżymał się na brak sprzętu i panujący chaos.Nikt nic nie wiedział, łącznie z samym Stefańskim, dowódcą batalionu.Kolejne godziny upłynęły na oczekiwaniu, dopiero widok ośmiokołowego ciężkiego transportera Hipopotam trochę rozwiał dręczące go obawy.Parę pojazdów zjechało po łagodnym stoku i zaparkowało tuż nad wodą.Za nimi wyłoniły się znacznie mniejsze Rosomaki i ciężarówki.Od kierowcy Jelcza usłyszał o utknięciu konwoju z Abramsami gdzieś pod Kownem.Zaklął.Cholerny pech [ Pobierz całość w formacie PDF ]