[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.–Nie.–Ale… – Machnął ręką.– Nic innego nie ma: jest tylko Partia i anty-Partia.Wobec tego należycie do Partii.– Oszołomiony nie spuszczał z niej wzroku; odwzajemniła mu spokojne spojrzenie.– Macie swoją organizację –370Wiara naszych ojcówpodjął – i spotykacie się.Co chcecie zniszczyć? Regularne funkcjonowanie zadu? Czyżbyście przypominali zdradzieckich amerykańskich studentów, którzy podczas wojny w Wietnamie zatrzymywali pociągi z wojskiem, organizowali demonstracje…–To nie tak – zaoponowała ze znużeniem panna Lee.– Szkoda słów, nie i to chodzi.Oto, co chcemy wiedzieć: kto, lub co, nami rządzi? Musimy pozyskać kogoś, jakiegoś obiecującego, młodego teoretyka partyjnego, który prędzej czy później zostanie zaproszony, by stanąć oko w oko z Przywódcą – rozumie pan? – Podniosła głos, spoglądając na zegarek; najwyraźniej spieszyło się jej do wyjścia.Kwadrans prawie dobiegł końca.– Jak panu wiadomo, zaledwie garstka osób dostępuje tego zaszczytu.To znaczy, naprawdę go widzi.–Odosobnienie – powiedział.– Z uwagi na jego podeszły wiek.–Mamy nadzieję – odrzekła panna Lee – że jeśli zaliczy pan test, który dla pana przygotowali, a z moją pomocą na pewno to się uda, zaproszą pana na jedno z organizowanych od czasu do czasu przez Wodza spotkań, oczywiście dyskretnie przemilczanych na łamach prasy.Rozumie pan? – W bliskim histerii głosie pojawiły się piskliwe nuty.– Wtedy dowiemy się, jeśli pójdzie pan tam pod wpływem środków antyhalucynogennych, zobaczy pan, jak on rzeczywiście wygląda…Myśląc głośno, powiedział:–I zakończę karierę.O ile nie życie.- Jest pan nam coś winien – warknęła z pobladłą twarzą Tania Lee.– Gdybym nie powiedziała panu, który test wybrać, wybrałby pan ten niewłaściwy i pańską wymarzoną karierę i tak szlag by trafił.Oblałby pan test, o którego istnieniu nie miałby pan zielonego pojęcia!–Miałem szansę pół na pół – odparł bez przekonania.–Nie.– Ze złością potrząsnęła głową.– Fałszywy test upstrzono partyjnym żargonem.Celowo tak ułożono eseje, by wpadł pan w pułapkę.Chcieli, żeby pan oblał!Ponownie przeniósł wzrok na prace.Miał zamęt w głowie.A jeśli racja leży po jej stronie? Możliwe.To bardzo prawdopodobne, zwłaszcza jeśli się zna-to funkcjonariuszy partyjnych – i pana Tso-pina – tak dobrze jak on.Ogarnę-to go znużenie.I poczucie klęski.Po chwili zwrócił się do dziewczyny:–To, co usiłuje pani na mnie wymóc, to quid pro quo.Wyświadczyła mi pani przysługę, zdobyła – czy też raczej twierdzi, że zdobyła – odpowiedź na pytanie Partii.Lecz na tym pani rola się kończy.Dlaczego nie miałbym wyrzucić teraz pani za drzwi? Nie muszę dać w zamian złamanego szeląga.– Słyszał, jak jego beznamiętny głos pobrzmiewa brakiem empatycznej emocjonalności, tak charakterystycznym dla kręgów partyjnych.–W drodze na szczyt otrzyma pan kolejne sprawdziany – odrzekła panna Lee.– I te pomożemy panu rozwiązać.– Była opanowana i swobodna;musiała przewidzieć jego reakcję.–Ile mam czasu do namysłu? – zapytał.371Złota księga fantasy–Teraz wychodzę.Nie ma pośpiechu; nie otrzyma pan zaproszenia do willi nad Jangcy w przyszłym tygodniu, ani nawet miesiącu.– Podchodząc do drzwi, powiedziała: – Dostarczymy panu odpowiedzi do kolejnych testów, wówczas będzie pan miał okazję zobaczyć kogoś z nas.Być może to nie będę ja, lecz kaleki weteran, który sprzeda panu tabele z rozwiązaniami przy wejściu do ministerstwa.– Uśmiechnęła się przelotnie.– Któregoś dnia niespodziewanie otrzyma pan ozdobne, oficjalne zaproszenie do willi, do której pójdzie pan, będąc pod wpływem dużej dawki stelazyny… kto wie, może ostatniej z naszych kurczących się zapasów.Dobranoc.– Drzwi zamknęły się i dziewczyna znikła.Boże, pomyślał.Mogą mnie szantażować za to, co zrobiłem.Ona nawet nie raczyła o tym wspomnieć; na tle tego, w co był zamieszany, podobna wzmianka nie była warta zachodu.Niby czym mogliby mnie szantażować? Przecież poinformowałem EsBe, że otrzymałem środek o nazwie fenotiazyna.Oni już wiedzą, pomyślał.Będą mnie obserwować; już są czujni.Teoretycznie nie naruszyłem prawa, ale… będą mieć na mnie oko, bez dwóch zdań.Zresztą, zawsze to robili.Owa myśl przyniosła mu pewną ulgę.W ciągu wielu lat przyzwyczaił się do tego stanu rzeczy, podobnie jak inni.Zobaczę Prawdziwego Dobroczyńcę Ludu w rzeczywistej postaci, stwierdził w duchu.Może nikt przede mną tego nie dokonał.Ciekawe, jak to będzie.Która z kategorii niehalucynacji? Kategorii, o których nic mi nie wiadomo… może ten widok wytrąci mnie z równowagi.Jeśli to ma przypominać stwora z telewizji, to jak dotrwam do końca wieczoru, nie dając nic po sobie poznać? Niszczyciel, Klanker, Ptak, Wirująca Serpentyna, Połykacz… albo coś jeszcze gorszego.Zastanawiał się, jak wyglądają pozostałe obrazy… po czym zrezygnował.To do niczego nie prowadziło.I wzmagało jego niepokój.Następnego ranka pan Tso-pin i pan Darius Pethel spotkali go w biurze, obaj spokojni, choć pełni oczekiwania.Bez słowa wręczył im jeden z dwóch „testów".Ortodoksyjny, z krótkim i chwytającym za serce poematem arabskim.–Oto – powiedział dobitnie Chien – dzieło oddanego członka Partii bądź też kandydata do członkostwa [ Pobierz całość w formacie PDF ]