[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Leone pochylił się nad szczątkami żołnierza.Dłoń w rękawiczce była mocno zaciśnięta.Rosjanin musiał coś w niej trzymać.Leone rozchylił zgięte palce.Zobaczył zaplombowane aluminiowe pudełko, wciąż jeszcze błyszczące.Włożył je do kieszeni i ruszył w kierunku bunkra.Kiedy odszedł, szczęki ożyły i wróciły do przerwanej pracy.Pojawiało się ich coraz więcej.Metalowe kule zbliżały się sunąc stadami po szarym popiele.Słyszał dźwięk ich gąsienic zagłębiających się w miękkiej ziemi.Przeszedł go dreszcz.Scott spojrzał z zainteresowaniem, kiedy Leone wyjął z kieszeni błyszczące pudełko.–Miał to przy sobie?–Trzymał w ręku.– Leone odkręcił wieczko.– Może powinien pan to obejrzeć.Scott wziął pudełko.Wysypał sobie na dłoń zawartość.Był to mały, starannie złożony kawałek papieru.Scott usiadł blisko światła i rozwinął kartkę.–Co tam jest napisane? – spytał Eryk.Z tunelu wyszło kilku oficerów.Pojawił się też major Hendricks.–Majorze – powiedział Scott.– Proszę to zobaczyć.Hendricks przeczytał kartkę.–Kiedy to przyszło?–W tej chwili.To był pojedynczy żołnierz.–Gdzie on jest? – ostro spytał Hendricks.–Zaatakowały go szczęki.Major Hendricks chrząknął.–Zobaczcie.– Podał kartkę swoim towarzyszom.– Chyba na to właśnie czekaliśmy.Zabrało im trochę czasu podjęcie tej decyzji.–Więc chcą rozmawiać o warunkach kapitulacji – stwierdził Scott.– Czy podejmiemy rozmowy?–Decyzja nie należy do nas.– Hendricks usiadł.– Gdzie jest oficer łączności? Chcę się skontaktować z Bazą Księżycową.Zamyślony Leone patrzył, jak oficer ostrożnie podnosi zewnętrzną antenę sprawdzając, czy na niebie nie widać jakiegoś śladu rosyjskiego statku.–Majorze – powiedział Scott do Hendricksa – to bardzo dziwne, że tak nagle chcą nawiązać kontakt.Używamy szczęk już prawie od roku, a oni akurat teraz się poddają.–Może dostały się do ich bunkrów.–Jeden z dużych robotów, takich z czułkami, wdarł się do ruskiego bunkra w zeszłym tygodniu – powiedział Eryk.– Zniszczył cały pluton zanim udało im się zamknąć właz.–Skąd wiesz?–Kumpel mi powiedział.Ten robot wrócił tu z… z resztkami.–Baza Księżycowa, panie majorze – przerwał oficer łącznościowy.Na ekranie pojawił się zołnierz.Jego czysty mundur kontrastował z ubraniami żołnierzy w bunkrze.Był też starannie ogolony.–Baza Księżycowa.Tu dowództwo jednostki L-Whistle, Terra.Połącz mnie z generałem Thompsonem.Obraz na ekranie zbladł.Nagle pojawiła się poważna twarz generała Thompsona.–O co chodzi, majorze?–Nasze szczęki złapały jednego rosyjskiego żołnierza, który niósł wiadomość.Nie wiemy jak postąpić.Takie podstępy już się zdarzały.–Jak brzmi wiadomość?–Rosjanie chcą, żebyśmy wysłali jednego oficera upoważnionego do prowadzenia negocjacji do ich bazy.Chcą zorganizować naradę, ale nie precyzują jej tematu.Piszą, że chodzi o – spojrzał na kartkę – chodzi o poważne, nagłe wydarzenia, które decydują o konieczności rozpoczęcia rozmów między reprezentantem Narodów Zjednoczonych a ich dowódcami.Podniósł kartkę z wiadomością do ekranu tak, żeby generał mógł ją obejrzeć.Thompson szybko przeczytał tekst.–Co powinniśmy zrobić? – spytał Hendricks.–Wyślijcie kogoś.–To może być podstęp.–Może, ale lokalizacja ich bazy, którą tu podają, jest właściwa.W każdym razie warto spróbować.–Wyślę jakiegoś oficera.Zdam raport o wyniku jego misji, gdy tylko wróci.–W porządku, majorze.– Thompson przerwał połączenie.Obraz na ekranie znikł.Antena powoli się schowała.Hendricks w zamyśleniu zwinął kartkę, ktorą wciąż trzymał w ręku.–Ja pójdę – powiedział Leone.–Chcą kogoś upoważnionego do prowadzenia negocjacji.– Hendricks potarł policzek.– Negocjacje.Nie byłem na zewnątrz od miesięcy.Może powinienem odetchnąć trochę swieżym powietrzem.–To może być niebezpieczne.Hendricks ustawił monitor i wyjrzał na zewnątrz.Szczątki Rosjanina już zniknęły.Widać było tylko jedne szczęki.Zakopywały się właśnie w popiele jak jakiś ogromny, metalowy krab…–To jedyne, co mnie powstrzymuje.– Hendricks potarł nadgarstek.– Wiem, że jak długo mam to ze sobą, nic mi nie grozi.Ale jest w nich coś podejrzanego.Nienawidzę tych cholernych maszynek.Żałuję, że w ogóle je wynaleźliśmy.Czuję w nich jakieś niebezpieczeństwo.Są niezmordowane…–Gdybyśmy my ich nie wynaleźli, zrobiliby to Ruscy.Hendricks odwrócił wzrok.–W każdym razie dzięki nim chyba wygramy wojnę [ Pobierz całość w formacie PDF ]