[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Myślę o znacznie ważniejszych sprawach.Ojciec Costello westchnął i zaczął szybko obmywać mu twarz watą zmoczoną w roztworze flawiny.Przylepiając plaster opatrunkowy na co gorszych zranieniach, powiedział spokojnie:- Nieźle cię urządzili, prawda? Ktokolwiek to zrobił, zrobił bardzo dokładnie.Shane podciągnął mankiety i pokazał mu stalowe bransoletki, okalające oba nadgarstki.- To był policjant, ojcze - powiedział.- A oni, gdy już się wezmą do roboty, są najgorsi ze wszystkich.Wstał i przeciągnął się ostrożnie.Bolało go całe ciało, nerki miał paskudnie obolałe, ale o ile mógł sądzić, nie połamano mu żadnych kości.Przejrzał się w wiszącym nad gazowym kominkiem lustrze i odwrócił do księdza z krzywym uśmiechem.- Nie jestem pewien, czy teraz, kiedy mnie wyczyściłeś, nie wyglądam jeszcze gorzej.Ojciec Costello uśmiechnął się słabo i wziął do ręki butelkę.- Jeszcze brandy?Shane potrząsnął głową i zrobił ruch w stronę drzwi.- Nie, dziękuję, ojcze.Nie mam wiele czasu.Wyciągnął dłoń ku klamce, a ojciec Costello odezwał się spokojnym głosem:- Czy nie sądzisz, że powinieneś mi o tym opowiedzieć, Martinie Shane?Shane na chwilę zamarł w miejscu, a potem odwrócił się ostrożnie.- Znasz mnie?- Costello kiwnął głową.- Twoje zdjęcie było w dzisiejszej gazecie, a przez radio podano komunikat o twej ucieczce.- Wyjął papierosa z paczki i zapalił go z uwagą.- Cóż, czasami pomaga rozmowa z kimś obcym.Często możemy wówczas ujrzeć sprawy w innym świetle.Shane podszedł i powiedział zduszonym głosem:- To miasto roi się od gliniarzy, którzy mnie poszukują.Wiesz, o co jestem podejrzany?Ojciec Costello z powagą skinął głową.- O wyjątkowo odrażające morderstwo.Shane padł na krzesło i niezdarnie sięgnął po następnego papierosa.- Twierdzą, że jestem chory umysłowo, a ja już nawet nie jestem pewien, czy nie mają racji.To cię nie przeraża?Ksiądz podał mu zapałkę pewną ręką i zaprzeczył ruchem głowy.- Nie powiedziałbym.Być może jedyną osobą, której się boisz, jesteś ty sam.Shane spojrzał głęboko w jego dobrotliwe szare oczy, próbując zrozumieć, co ma na myśli.A potem wszystkie lęki, wszystkie niepewności ostatnich paru dni wezbrały w nim z taką siłą, że już wiedział, czego chce: wylać je przed tym człowiekiem.- Być może - zaczął powoli - pomogłoby, gdybym ci opowiedział wszystko, od samego początku.Być może dojrzę jakieś światełko albo jakąś przyczynę wszystkiego, co się wydarzyło.Ojciec Costello odchylił się na oparcie krzesła i uśmiechnął łagodnie.- Część twojej historii znam z relacji prasowych.Ale myślę, że lepiej będzie, jeśli przede wszystkim wytłumaczysz i, po co przybyłeś do Burnham.Sponiewierane ciało Shane'a próbowało zająć na krześle wygodniejszą pozycję.- To nietrudne, ojcze - odparł spokojnie.- Przybyłem do Burnham, by zabić człowieka.2______Owego popołudnia, gdy Shane przybył do Burnham, padał ulewny deszcz, a w powietrzu wisiała mgiełka.Gdy wychodził ze stacji, poryw wiatru cisnął mu w twarz płachtę deszczu w szczególnie groźny sposób, jak gdyby chciał ostrzec go, że lepiej zrobi, jeśli zawróci, nim będzie za późno.Zbył ostrzeżenie wzruszeniem ramion i rozpoczął po mokrym chodniku marsz ku centrum miasta.To, czego szukał, znalazł po paru minutach: lichy, trzeciorzędny hotelik przy cichej bocznej uliczce.Wszedłszy tam ujrzał w recepcji młodą dziewczynę, czytającą magazyn ilustrowany.Spojrzała na niego z nagłym błyskiem w oczach i uśmiechnęła się promiennie.- Chciałbym wynająć pokój na tydzień - oświadczyłShane.- Z łazienką czy bez? - zapytała, odwracając równocześnie w jego stronę książkę gości i podając pióro.Odpowiedział, że weźmie z łazienką, ona zaś zdjęła klucz, podniosła klapę wejściową przy biurku recepcjonistki i poprowadziła go schodami.Nosiła obcisłą spódniczkę i pantofle na wysokich obcasach i nie wyglądała źle odwrócona tyłem.Jednak ogólne wrażenie psuł fakt, że nie miała piersi godnych uwagi, jej usta natomiast okalały obfite wypryski trądziku, nie do zamaskowania dowolną ilością szminki.W korytarzu najwyższego piętra wykładzina dywanowa była mocno zużyta.Recepcjonistka zawadziła obcasem o dziurę i potknęła się tak mocno, że musiał wyciągnąć ramię, by uchronić ją przed upadkiem.Oparła się o niego całym ciałem i uśmiechnęła.- Oto pański pokój, panie Shane.Obróciła klucz w zamku i usunęła się na bok, on zaś wszedł do środka.Pokój nie był ani lepszy, ani gorszy, niż się spodziewał.Stały tam mahoniowa wiktoriańska toaletka oraz szafa na ubrania, które dyrekcja musiała tanio kupić na wyprzedaży, ale łóżko okazało się czyste, a łazienka zadowalająca.W pokoju unosił się ów niemiły, stęchły zapach, właściwy takim miejscom, przypominający o starych grzechach.Podszedł do okna i otworzył je szeroko.Kiedy się odwrócił, dziewczyna stała w pokoju obok drzwi, przyglądając mu się z uśmiechem, który zapewne miał być zagadkowy.- Czy to już wszystko? - zapytała.Przeszedł przez pokój, wyjął jej klucz z ręki i łagodnie wypchnął na korytarz.- Jeśli będę czegoś potrzebował, powiem ci, moje dziecko.Chciał zamknąć drzwi, ale ona uśmiechnęła się ochoczo.- Gdyby potrzebował pan czegokolwiek.absolutnie czegokolwiek, po prostu proszę na mnie zadzwonić, panie Shane.Gdy wyszła, w pokoju zrobiło się bardzo cicho.I znów dopadł go ból, gdzieś w głębi czaszki, jak żywe stworzenie, zapierając mu dech w piersi i zmuszając do wejścia chwiejnym krokiem do łazienki.Pośpiesznie odkręcił kran z zimną wodą, napełnił szklankę, z kieszeni wyjął buteleczkę i drżącymi palcami zdjął pokrywkę.Wysypał na dłoń dwie czerwone pigułki, zawahał się przez moment, a potem dodał jeszcze dwie [ Pobierz całość w formacie PDF ]