[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Moździerz dużego kalibru był zamontowany nieruchomo, bez żadnej możliwości przestawienia go w pionie lub poziomie.Kula armatnia nieszkodliwie rozprysnęła wodę sto metrów za rufą karaweli.Aguirrez roześmiał się.Wiedział, że bezpośrednie trafienie z bombardu jest praktycznie niemożliwe, nawet gdy cel porusza się tak wolno, jak teraz karawela.Trzy galery szły dziób w dziób.Kiedy obłok dymu rozpłynął się w powietrzu, dwa boczne okręty wyprzedziły środkowy i znalazły się tuż za karawelą.Manewr miał zmylić przeciwnika.Obie galery skręciły w lewo i jedna wysunęła się do przodu.Większość uzbrojenia miały z prawej burty.Przy mijaniu wlokącej się karaweli mogły ostrzelać jej pokład i takielunek z broni małego i średniego kalibru.Aguirrez spodziewał się takiego ataku.Umieścił oba działa blisko siebie przy lewej burcie i zakrył ich lufy czarną tkaniną.Wróg powinien pomyśleć, że karawela też ma nieskuteczny bombard i jest bezbronna od strony burt.Aguirrez spojrzał przez lunetę na platformę artyleryjską galery i zaklął.Rozpoznał swojego dawnego marynarza, który towarzyszył mu w wielu rejsach na łowiska.Znał on trasę na Morze Zachodnie.Było bardziej niż pewne, że inkwizycja zagroziła jego rodzinie.Aguirrez sprawdził kąt podniesienia luf obu dział.Zerwał czarną tkaninę i spojrzał na morze przez otwory strzelnicze.Nie napotkawszy oporu, pierwsza galera zbliżyła się do karaweli.Aguirrez dał rozkaz i oba działa zagrzmiały.Pierwszą kulę wystrzelono za wcześnie i tylko odłamała długi dziób galery, ale druga trafiła w platformę artyleryjską.Część dziobowa okrętu rozprysła się wśród ognia i dymu.Do rozerwanego kadłuba wdarła się woda pod ciśnieniem zwiększonym przez szybkość galery.Okręt zanurzył się pod powierzchnię i zatonął w ciągu kilku sekund.Aguirrez współczuł galernikom.Byli przykuci kajdanami do wioseł i nie mogli się ratować.Ale przynajmniej mieli szybką śmierć i uniknęli dalszych cierpień w niewoli.Załoga drugiej galery, nie chcąc podzielić losu pierwszej, dała pokaz słynnej zwrotności trirem.Okręt skręcił ostro i oddalił się od karaweli.Potem zatoczył krąg, by dołączyć do Martineza, który przezornie trzymał się z tyłu.Aguirrez przypuszczał, że galery rozdzielą się, okrążą statek poza zasięgiem dział, znów się spotkają i zaatakują bezbronnych wioślarzy.Martinez jakby czytał w jego myślach.Okręty rozstały się i zaczęły okrążać karawelę z obu stron niczym ostrożne hieny.Aguirrez usłyszał trzask nad głową – nieoczekiwanie załopotał grot.Wstrzymał oddech.Czy to tylko pojedynczy podmuch wiatru, jak poprzednio?Ale żagle znów załopotały i wydęły się, aż zaskrzypiały maszty.Pobiegł na dziób, przechylił się przez reling i krzyknął do załogi na pokładzie, żeby zabrać wioślarzy z powrotem na statek.Za późno.Galery przerwały zataczanie długiej pętli i wróciły ostrym zwrotem na kurs w kierunku karaweli.Okręt z prawej strony ustawił się burtą do łodzi i strzelcy otworzyli ogień z arkebuzów.Pociski podziurawiły bezbronnych wioślarzy.Druga galera spróbowała takiego samego manewru.Załoga karaweli otrząsnęła się jednak z zaskoczenia i skoncentrowała ogień na odsłoniętej platformie artyleryjskiej, gdzie Aguirrez widział ostatnio Martineza.El Brasero bez wątpienia ukrył się za osłoną z grubych desek, ale niech wie, że nie pójdzie mu tak łatwo.Salwa uderzyła w platformę jak ołowiana pięść.Gdy jedni strzelali, inni gorączkowo ładowali arkebuzy.Zabójcza kanonada trwała.Galera nie wytrzymała gradu pocisków.Z jej kadłuba i wioseł leciały drzazgi.Okręt wycofał się.Załoga karaweli rzuciła się do wciągania łodzi.Pierwsza szalupa ociekała krwią, połowa wioślarzy nie żyła.Aguirrez wydał rozkazy artylerzystom i pobiegł do koła sterowego.Obsługa dział zakrzątnęła się wokół armat i przemieściła je do dziobowych otworów strzelniczych.Inni marynarze zajęli się żaglami, by maksymalnie wykorzystać orzeźwiającą bryzę.Gdy karawela nabrała szybkości, zostawiając za rufą spieniony kilwater, kapitan skierował statek ku galerze uszkodzonej przez jego strzelców.Okręt próbował uciekać, ale stracił wioślarzy i poruszał się wolno.Aguirrez czekał, chcąc zbliżyć się na odległość pięćdziesięciu metrów.Strzelcy na galerze otworzyli ogień do karaweli, ale z marnym skutkiem.Na karaweli huknęły działa.Kule trafiły w nadbudówkę kapitańską na rufie i roztrzaskały ją na drobne kawałki.Armaty załadowano powtórnie i wycelowano w linię wodną galery.W jej kadłubie pojawiły się wielkie dziury.Obciążony ludźmi i sprzętem okręt natychmiast poszedł pod wodę [ Pobierz całość w formacie PDF ]