[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Jeden z bohaterów zostaje rozdzielony z żoną, do której tęskni przez całą powieść.Walczy o to, żeby się jakoś trzymać, nie poddając się rozpaczy tylko dlatego, że z całego serca pragnie ją znowu zobaczyć.Serce Schuyler zaczęło bić trochę za szybko.Czy to była nadinterpretacja z jej strony? Na pewno.Spróbowała sobie przypomnieć, co mówił profesor Orion, nauczyciel angielskiego.Czy książka Camusa nie miała opowiadać o rozpadzie społeczeństwa i beznadziejności ludzkiego położenia? Dżuma to historia szczurów i zarazy, prawda? Ale on się z tym nie zgadzał.Tak, teraz sobie przypomniała.On upierał się, że to historia tęsknoty, rozłąki.i miłości.Co z tego? - pomyślała Schuyler, szczotkując czarne włosy i wiążąc je w koński ogon.Co z tego, że dał jej książkę i klucz? Nadal była nieszczęśliwa.Nadal musiała żyć z Force'ami zamiast ze swoim dziadkiem.Od przybycia tutaj czuła się równie gościnnie przyjmowana, jak Jane Eyre w Gateshead przez swoich bogatych kuzynów.Miała szczęście, że Mimi nie zamknęła jej jeszcze w komórce.I co z tego, że pocałował ją poprzedniego dnia? Jego pocałunki nic nie znaczyły.Już trzy razy pocałował ją i uciekł - pierwszy raz na imprezie u Bliss, drugi raz na balu maskowym, a trzeci raz wczoraj, w jej sypialni.Zaledwie wczoraj.Postarała się odsunąć to wspomnienie, złapała płaszcz i zeszła na dół.Chciała wyjść z domu wcześnie, nie ryzykując wpadnięcia na kogoś.Zamierzała wyślizgnąć się tak cicho, jak to możliwe, zanim ktoś zauważy.Wyszła na zewnątrz i odetchnęła głęboko świeżym powietrzem.Nie rozumiała go.O co mu chodziło? Był przecież związany z Mimi, prawda? A jednak pocałował ją wczorajszego popołudnia, a potem zniknął tak szybko, jakby brzydził się nią albo może - co było równie upokarzające - brzydził się swoim zainteresowaniem jej osobą.Może lubił ją tylko wtedy, gdy nikt nie patrzył.Może po prostu się bawił.igrał z jej emocjami, podczas gdy nią targało zmieszanie i pragnienie.Trzy skradzione pocałunki - razem nie sumowały się tak naprawdę w nic.On nigdy nie będzie jej chłopakiem, pomyślała, skręcając w Dziewięćdziesiątą Szóstą Ulicę.Nigdy nie obejmie jej ramieniem, idąc koło niej korytarzem, nigdy nie zabierze jej na Bal Zimowy.Nigdy nie oznajmi swojego uczucia przez szkolną rozgłośnię, przekręcając słowa piosenki Come on Eileen, jak ujmująco zrobił tydzień temu Jamie Kip, wyśpiewując serenadę dla Ally Elli, dopóki nie pogoniła go przewodnicząca samorządu.Ale Schuyler na tym wszystkim przecież nie zależało.Nigdy nie chciała być popularna.Pragnienie popularności zawsze wydawało jej się absurdalne.Popularność była zmienna i krótkotrwała, jak świetliki złapane do słoika.Można się było z nią urodzić albo też pozostawać częścią szarego tłumu zależnie od tajemniczej i nieprzeniknionej woli wszechświata.To nie było coś, do czego można dążyć, na co można pracować lub czego można pragnąć - niezależnie od tego, ile niemądrych artykułów, powieści dla nastolatek i filmów hollywoodzkich próbowało cię przekonać, że jest inaczej.Popularność była czymś, czym decydowali za ciebie inni ludzie - to oni stwierdzali, że jesteś atrakcyjna, piękna i interesująca, i że chcą być twoimi przyjaciółmi.Wtedy stawałaś się popularna.Większość ludzi uważała, że Schuyler jest dziwadłem i zostawiała ją w spokoju.Przyszła wcześnie do szkoły i zjadła śniadanie przy swojej szafce.Przyniosła sobie jogurt i banana, zabrane z nieskazitelnej chłodni rozmiarów przemysłowych w domu Force'ów (nic tak trywialnego jak lodówka - chłodnia miała rozmiary niewielkiego składziku).Lekcje miary się zacząć dopiero za pół godziny i Schuyler była szczęśliwa, że może mieć całą szkołę dla siebie.Niedługo korytarze wypełnią się plotkami i koleżeńskimi rozmowami, a Schuyler będzie czuła się jeszcze bardziej samotna niż wtedy, kiedy była sama.O wiele lepiej się czuła, kiedy nikt się wokół nie kręcił.Chociaż w najmniejszym stopniu nie była typem dziewczyny, której zależałoby, żeby on zadeklarował miłość do niej przed całym światem, jakaś jej cząstka mimo wszystko tego pragnęła.Problem z wyobcowaniem polega na tym, że nigdy nie jest się dostatecznie wyobcowanym, pomyślała, podczas gdy uczniowie zaczęli pojawiać się przed pierwszym dzwonkiem.Mogła się zakutać w czarne ciuchy i ukryć za włosami, odciąć od reszty świata i słuchać agresywnej muzyki z iPoda, ale przecież to wszystko była poza.Czy jej zachowanie było tylko na pokaz? Bo dlaczego w takim razie ciągnęło ją do niego, do chłopaka, z jakim chciałaby się umawiać każda dziewczyna? Czy to znaczyło, że była taka sama jak wszystkie? Gdyby tylko potrafiła się tym nie przejmować tak bardzo - ale nie potrafiła.W głębi serca, za zasłoną milkliwości, niezadowolenia i obojętności przejmowała się aż za bardzo.I proszę, pojawił się.W samym środku grupki roześmianych, żartujących chłopaków - zawsze dokładnie w centrum, najwyższy i najprzystojniejszy z nich - ten, na którego patrzy się wbrew własnej woli.Jack Force.Pewnie wracał z treningu wioślarskiego na rzece Hudson.Zawsze wiedziała, kiedy był na łodzi - mogła wyczuć zapach morskiego powietrza na jego skórze i w jego włosach, a jego policzki były zarumienione.Sprawiał wrażenie szczęśliwego.Przez ułamek sekundy pochwycił jej spojrzenie - ale zaraz odwrócił wzrok.Schuyler pochyliła się nad książkami, przygryzając dolną wargę.Wszystko to sobie wymyśliła, prawda? Pocałunki, całą resztę.To nie istniało w prawdziwym świecie.W prawdziwym świecie ona i Jack byli sobie obcy.Nie patrzyła, kiedy ktoś podbił jej łokieć, sprawiając, że upuściła torbę, z której wypadła książka - Dżuma [ Pobierz całość w formacie PDF ]