[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Jeśli chcesz zadawać się z nadzianymi, musisz przezwyciężyć onieśmielający czynnik, jakim jest szmal.Drzwi - które równie dobrze mogłyby służyć jako most zwodzony - bezszelestnie otwarły się do wewnątrz na szerokość około stopy.Ze szczeliny wyjrzał jakiś facet.Widziałem tylko jego twarz.Omal nie spytałem, ile kosztuje uciszenie tych potwornych zawiasów.- Tak?- Mike Sexton.Byłem umówiony.- Tak.- Gęba skrzywiła się lekko.Skąd oni biorą cytryny o tej porze roku? jMoże i nie był zachwycony moim widokiem, ale otworzył drzwi i poprowadził mnie do holu, gdzie można by zaparkować stado mamutów, gdyby się nie chciało zostawiać ich na deszczu.— Poinformuję generała, że pan przyszedł, sir - oznajmił i odszedł w rytm werbla, który tylko on słyszał, i tak sztywno, jakby miał topór w plecach.Pewnie też stary Marine, jak Czarny Piotruś.Nie było go przez dłuższą chwilę.Zabawiałem się wędrówką po holu.Przedstawiłem się przodkom Stantnora, których buźki na portretach wykrzywiały się do mnie ze ścian.Malarzy dobrano tak, by umieli pokazać prywatne piekło każdej z osób, bo każdy z dziadków wyglądał tak, jakby miał świeże wrzody na żołądku.Naliczyłem trzy brody, trzy pary wąsów i sześć gładko wygolonych gąb.Krew Stantnorów jest bardzo silna.Gdyby nie to, że reprezentowali pokolenia od zarania Państwa Karentyńskiego, wyglądaliby jak bracia.Można ich było zidentyfikować jedynie po mundurach.Wszyscy byli w mundurach lub zbrojach.Stantnorowie zawsze byli zawodowymi wojskowymi, marynarzami, Marines.Prawo rodowe.A może obowiązek, chcesz czy nie.To by tłumaczyło powszechną nadkwasotę.Ostatni portret po prawej przedstawiał samego generała w mundurze komendanta Korpusu.Miał ogromne, wściekle nastroszone siwe wąsiska i nieobecny wzrok, jakby stał na czele oddziału, wpatrując się w coś poza horyzontem.Tylko ten portret nie był namalowany tak, jakby wodził za tobą oczami.Czułem się trochę niepewnie, kiedy ta banda staruchów łypała na mnie z góry.Może portrety były pomyślane właśnie tak, by onieśmielać wieśniaków takich jak ja.Naprzeciwko generała wisiał jedyny portret przedstawiający młodego człowieka, jego syna, porucznika Marines, który jeszcze nie dorobił się rodzinnego grymasu.Nie pamiętałem jego nazwiska, ale wiem, że został zabity na wyspach, kiedy jeszcze pozostawałem w służbie czynnej.Był jedynym męskim potomkiem staruszka.Nie będzie więcej portretów, które można by powiesić na ciemnych panelach ścian.Hol kończył się witrażem, wznoszącym się prawie na wysokość dwóch pięter, ukazującym mozaikę scen z mitów i legend, przedstawionych z odpowiednią krwiożerczością: herosi mordujący smoki, obalający gigantów, upozowani na stosach elfich trupów w oczekiwaniu na kolejny atak.Wszystko to działo się dawno temu, kiedy jeszcze ludzie nie dogadywali się z innymi rasami.Drzwi w tej ścianie miały normalny rozmiar i również wykonane były z witrażu tej samej szkoły.Lokaj, albo kimkolwiek był ten facet, pozostawił je uchylone.Uznałem to za zaproszenie.Hol, który był za nimi, mógł równie dobrze znajdować się w jakiejś katedrze.Wielki jak plac apelowy, wysoki na cztery piętra, cały z kamienia, głównie barwy brunatnej, przechodzącej w rdzawy i kremowy.Ściany ozdabiały trofea zdobyte przez Stantnorów w walce.Broni i sztandarów wystarczyłoby na wyposażenie całego batalionu.Podłoga była szachownicą z białego i zielonkawego marmuru.Pośrodku znajdowała się fontanna, przedstawiająca herosa na spienionym rumaku, który wbija lance w serce okrutnego smoka, dziwnie podobnego do większego latającego gromojaszczura.Obaj wyglądali, jakby woleli być o sto mil stąd.Nie mogę powiedzieć, że ich nie rozumiałem.Żaden nie mógł wyjść z tego żywy.Heros był o ułamek sekundy od zsunięcia się z konia wprost w pazury smoka.Rzeźbiarz zawarł w tym dziele myśl, której bez wątpienia nikt nie zrozumiał.- Hej, jeśli chcecie się załapać na dziewicę, musicie się jakoś dogadać - powiedziałem do nich.Stukając obcasami po posadzce, podszedłem bliżej fontanny, budząc echa.Obszedłem ją kilka razy, chłonąc widoki.Od głównego holu do wszystkich skrzydeł odchodziły korytarze.Schody wiodły na balkony na każdym z pięter.Wszędzie pełno było okrągłych, polerowanych filarów i legionów ech.To miejsce nie nadawało się na dom.Raz w życiu widziałem coś podobnego i było to muzeum.Zastanawiałem się, co miał w głowie facet, który zbudował coś takiego po to, żeby tu mieszkać.Zimno było niemal tak jak na zewnątrz.Zadrżałem, przyjrzałem się fontannie.Nie działała, szkoda, bo miałbym do towarzystwa przynajmniej jej szepty.Dźwięk ogólnie poprawiłby atmosferę pomieszczenia.Może włączali ją tylko z okazji jakichś przyjęć?Zawsze miałem słabość do myśli, że mógłbym być bogaty.Jak chyba większość ludzi.Ale jeśli właśnie tak żyją bogacze, to zgodziłbym się na znacznie mniej.Odwiedzałem już wielkie domostwa i w każdym z nich wyczuwałem jakiś dziwny chłód.Najsympatyczniejszy należy do Chodo Contague'a, imperatora półświatka TunFaire [ Pobierz całość w formacie PDF ]