[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Bosch milczał, pozwalając, by Grace ulżyła swojej urzędniczej frustracji.Nie trwało to długo.Między innymi za to ją lubił.– O której chcesz jutro zacząć? – dopytywała.– Wcześnie.Podzwonię i spróbuję się trochę rozeznać.No i muszę mieć ekspertyzę tej kości znalezionej przez psa, zanim jutro weźmiemy się do roboty.– Dawaj mi znać.– Dobrze.Rozłączył się.Następnie zadzwonił do Teresy Corazon, lekarza sądowego.Choć przed ośmiu laty zerwali pozazawodową znajomość, Bosch znał jej numer na pamięć.Zrelacjonował Teresie, co się wydarzyło.Powiedział, że zanim nada bieg sprawie, musi uzyskać pewność, że kość ramienna należała do człowieka.A wówczas będzie potrzebował zespołu archeologów.– Poczekaj moment – rzekła i zawiesiła jego połączenie.Po chwili znów usłyszał jej głos:– Próbowałam się dodzwonić do Kathy Kohl, ale nie ma jej w domu.Kohl była policyjnym archeologiem.Przyjęto ją na etat do policji, ponieważ na bagiennych terenach północy kraju co tydzień odkopywano ludzkie szczątki.– Muszę mieć ekspertyzę jeszcze dzisiaj – powiedział Bosch.– Przyhamuj, Harry.Zawsze się gorączkujesz.Jak pies na widok kości.Bez aluzji.– Tereso, to był dzieciak.Możemy mówić poważnie?– Przyjedź do mnie, to obejrzę tę kość.Zostawiłam Kathy wiadomość.Zaczną kopać z samego rana.Zabezpieczymy kości i ściągniemy z uniwersytetu tego antropologa sądowego, który z nami współpracuje.Ja też rzecz jasna przyjadę.Ostatnie słowa nie przypadły mu do gustu.– Nie chcę nadawać tej sprawie niepotrzebnego rozgłosu – rzekł po chwili.– Do czego pijesz?– Do tego, że wcale nie jestem pewien, czy obecność lekarza sądowego hrabstwa Los Angeles jest nieodzowna.Ale ty zawsze przyjeżdżasz na miejsce przestępstwa w towarzystwie kamerzysty.– Harry, to mój prywatny dokumentalista.Filmy, które kręci, przeznaczone są wyłącznie do mojego osobistego użytku.– Wszystko jedno, Tereso.Zamordowano dziecko.Czy wiesz, jaki szum się zrobi?– Dobra, przyjedź tutaj z tą kością.Za godzinę wychodzę.– Rozłączyła się znienacka.Cieszył się, że okazał stanowczość.Corazon była znaną postacią, regularnie pojawiała się w telewizji jako biegła z zakresu medycyny sądowej.Nie zamierzał pozwolić, by jej ambicje zawodowe utrudniały mu prowadzenie śledztwa w sprawie, która – jak wiele wskazuje – dotyczy zabójstwa dziecka.Postanowił, że jeżeli okaże się, iż to faktycznie ludzka kość, ściągnie służby specjalne i oddział przewodników z psami.Wstał i wyszedł z gabinetu, rozglądając się za Guyotem.Lekarz siedział przy małym stoliku w kuchni.– Do widzenia, panie doktorze.Wrócę jutro z ekipą.– Ruszył do drzwi, lecz nagle przystanął.Odwrócił się.– Czy pan mieszka sam.– Tak.Moja żona zmarła dwa lata temu.– Przykro mi.Guyot skinął głową.– Córka założyła własną rodzinę, mieszka w Seattle.Widujemy się tylko przy szczególnych okazjach.Bosch miał ochotę spytać, dlaczego widują się tylko „przy szczególnych okazjach”, ale się powstrzymał.Podziękował i wyszedł.Wyjeżdżając z kanionu w kierunku domu Teresy Corazon w Hancock Park, czuł narastający strach.Trafiła mu się najgorsza sprawa, jaka może się trafić.Zamordowano dziecko.Takie sprawy prześladują.Wysysają z człowieka siły i pozostawiają blizny.Nawet najgrubsza kamizelka kuloodporna nie uchroni przed ich niszczącą siłą.Teresa Corazon zajmowała willę w śródziemnomorskim stylu, przed którą znajdował się rozległy placyk z sadzawką.Przed ośmiu laty, kiedy Bosch związał się z nią na krótko, mieszkała w kawalerce.Telewizja i sława przyniosły pieniądze, których starczało na utrzymanie okazałej rezydencji i wystawne życie.Teresa nie przypominała już tej kobiety, która przychodziła do niego w środku nocy z butelką taniego wina i ulubionym filmem na kasecie.Kobiety, która była wprawdzie chorobliwie ambitna, lecz nie nauczyła się jeszcze czerpać korzyści ze swojej pozycji zawodowej.Bosch zdawał sobie sprawę, że jego postać stanowi dla Teresy przypomnienie, kim dawniej była i co straciła, by zdobyć bogactwo i rozgłos.Nic dziwnego, że rzadko się teraz widywali, a ich spotkaniom towarzyszyło napięcie jak podczas wizyty u dentysty.Zaparkował na placyku i wysiadł, zabierając pudełko.Nad ciężkimi drewnianymi drzwiami zapaliła się lampka.Corazon otworzyła, nim zdążył się zbliżyć.Miała na sobie czarne spodnie i kremową bluzkę.Prawdopodobnie wybierała się na noworoczne przyjęcie.– To jest to? – spytała, wskazując pudełko.– Ja też ci mówię „dobry wieczór”, Tereso.Owszem, to jest to.– Zdjął pokrywkę.Było jasne, że nie zostanie zaproszony na kieliszek szampana.– Chcesz to oglądać w progu?– Spieszę się.Masz rękawiczkę?Z kieszeni płaszcza wyjął lateksową rękawiczkę i podał Teresie [ Pobierz całość w formacie PDF ]