[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nie daj Boże, żeby sokoli wzrok któregoś kolegi czy koleżanki wypatrzył w samolocie coś, czego tam być nie powinno.Jedyna nadzieja w tym, że nie czytali do końca kodowania, czy materiałów źródłowych… ani nie przeprowadzili własnych badań odnośnie tematu projektu.Jednak znając tę bandę oraz fakt, że część z nich nie miała prywatnego życia poza symulacjami, Maja zdawała sobie sprawę, że nie powinna na to zbytnio liczyć.Od początku przystali na surowe reguły gry.Siódemka – chociaż teraz było ich dziewięcioro, nazwa pozostała – najpierw zbierała się z różnych części Sieci, żeby pomagać sobie nawzajem przy najbardziej uciążliwych fragmentach symulowania, będąc tym, czego symulujący od nich potrzebował: bezwzględnymi chociaż życzliwymi krytykami.Regularnie podawało się grupie parametry „laboratorium” oraz informowało o wszelkich większych zmianach: w oprogramowaniu, platformie komputera, implantu, czy innych środkach dostępu do świata wirtualnego.Kiedy dany członek grupy czuł, że jest gotowy do zaprezentowania pozostałym symulacji – z reguły na dziesięć dni przed planowanym pokazem – podawał grupie kod pozwalający na oglądanie symulacji lub przynajmniej jej podstawowej części.Następnie członkowie Siódemki wspólnie oglądali pokaz symulacji i brali udział w dyskusji, na której oceniali danego członka grupy – nie aż tak oficjalnie jak na jakichś zawodach, ale wystarczająco obiektywnie, a czasem wręcz bezlitośnie.Należało przyjąć krytykę bez kręcenia nosem, ponieważ w większości przypadków miała ona na celu pomoc w osiąganiu coraz lepszych wyników.Niektórzy członkowie Siódemki chcieli zająć się symulacjami zawodowo, kiedy osiągną wiek umożliwiający im wejście na rynek pracy.A kilkoro z nich zamierzało go podbić bez względu na wiek – biznes symulacji potrzebował każdej pary rąk.Istniały przypadki czternasto i piętnastoletnich milionerów, którzy wpadli na pionierskie rozwiązania.Maja uważała dwójkę swoich kolegów – Fergala i Sandera – za najbardziej bliskich sukcesu na tym polu.Fergal miał na tym punkcie takiego świra, że wszyscy byli pewni, iż poza symulowaniem nic się dla niego nie liczy.Natomiast Sander, absolutne przeciwieństwo Fergala, traktując symulacje jak fantastyczną zabawę, należał do tych geniuszy, którzy ni stąd ni zowąd wpadają na Wielki Pomysł.Maja wątpiła, żeby sama poszła tą ścieżką.Oprócz symulowania, miała zbyt wiele innych zainteresowań, przede wszystkim muzykę i projektowanie systemów.Ale, jak mawiała jej matka, była to „jeszcze jedna struna w jej gitarze” i nie widziała niczego złego w doskonaleniu się w symulacjach, które mogą zapewnić jej tymczasowe źródło utrzymania na drodze do ważniejszego celu.Znów położyła rękę na metalowej powłoce, która przybierała coraz bardziej zdecydowane odcienie różu, w miarę jak słońce wędrowało w górę.– Dobrze, Rosweisse – szepnęła.– Bierzmy się do roboty…–Schody – powiedziała i natychmiast się pojawiły.Wspięła się powoli do kabiny pilotów, ponieważ stopnie mogły być śliskie od mrozu.–Osłona – powiedziała.Osłona kabiny pilota posłusznie się uniosła.Ktoś już siedział w fotelu po prawej.Brązowe włosy, brązowe oczy, nie za wysoka – co Maję nieodmiennie cieszyło, przynajmniej od kiedy jej starszy brat zaczął rosnąć jak szalony i zaczepiać głową o framugi drzwi.Osoba siedząca obok była raczej szczupła, nie idealnie piękna, ale całkiem niczego sobie, z oczami rozstawionymi dość szeroko, co dawało wrażenie ciągłego zdziwienia na twarzy.Ciekawe, że swój wygląd nie robił na niej wrażenia, kiedy patrzyła w lustro.W takiej postaci jednak zawsze ją dziwił.–Dzień dobry – powiedziała.–To się okaże – odpowiedziała Druga Maja.Maja długo zastanawiała się, kto by się dobrze wywiązał z roli drugiego pilota.Mogła zrekonstruować jednego z oryginalnych pilotów, ale bała się, że symulacja stanie się zbyt dokładna i zacznie powtarzać błędy oryginału.A ponieważ jej ojciec zwykł mawiać: „Jeśli chcesz, żeby robota została dobrze wykonana, zrób ją sama”, w rezultacie postanowiła, że tak właśnie postąpi.Jej drugi pilot był dokładną kopią jej samej, starannie zaprogramowaną i wyposażoną we wszystkie wiadomości Mai i konstruktorów na temat XB-70, jednak z podkreśleniem wybranych przez nią preferencji.–Jak bardzo jesteśmy zaawansowani? – spytała swojego sobowtóra.–Nie za bardzo – odpowiedziała Druga Maja z lekkim uśmiechem.– Wiesz, że lubię wszystko sprawdzać dwa razy…Maja roześmiała się, zastanawiając się, czy przypadkiem nie spędziła zbyt dużo czasu na tym aspekcie symulacji.Perfekcjonistka, pomyślała.Miała to po ojcu.Nie znosił niechlujstwa, czy pracy na pół gwizdka, a Maja w tej kwestii całkowicie się z nim zgadzała.Zajęła miejsce w fotelu po lewej stronie i spojrzała na tablicę przyrządów.Była mniej rozbudowana niż w nowym Boeingu MDD 787, ale i tak dość imponująca – zanim człowiek się do niej przyzwyczaił.Na środku, ponad dźwigniami ciągu sześciu silników J93 znajdowały się wskaźniki obrotów, prędkościomierz, wskaźniki ciśnienia hydraulicznego i innych nudniejszych funkcji.Rzędy przełączników i pokręteł powyżej oraz poniżej odpowiadały za systemy ostrzegania załogi, przesuwane końcówki skrzydeł iobsługę podwozia, systemy przeciwpożarowe, i tak dalej.Samolot w końcu pochodził z przed ery komputerów i wszystko było obsługiwane przez personel pokładowy.Mai nie mieściło się to w głowie, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, iż piloci testowali ten samolot i przede wszystkim musieli się skupiać na takich sprawach jak liczba machów i jak maszyna zachowuje się w powietrzu.Po bokach znajdowały się przyrządy do pomiaru wysokości, machometr, urządzenia do rejestracji parametrów lotu próbnego i tym podobne.Wszystkie urządzenia były analogowe – niektóre, jak układ nastawienia częstotliwości radiowej, w lewym górnym rogu tablicy przyrządów, były ni mniej ni więcej, jak małymi obrotowymi wskaźnikami.Wszystko to wydawało się Mai niesłychanie prymitywne.Z drugiej strony, samolot miał wiele zalet.Ponieważ pochodził sprzed ery tranzystorowej, był, na przykład, odporny na impuls elektromagnetyczny, towarzyszący wybuchowi nuklearnemu.Prędzej czy później i jego wyposażono by w bombę atomową, pomyślała Maja, zapinając pasy we wnętrzu specjalnej kapsuły, mającej za zadanie chronić czteroosobową załogę w razie katapultowania przy prędkościach naddźwiękowych [ Pobierz całość w formacie PDF ]