[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Cały czas miała w pamięci rozmowę z lekarzem babci, doktorem Reynoldsem.- Będę z panią szczery - powiedział jej trzy tygodnie temu w rozmowie telefonicznej.- Niepokoi mnie stan pani babci.Słowa doktora wprowadziły ją w nieprzyjemny nastrój.Po śmierci dziadka, z którym przeżyła pięćdziesiąt lat, babcia zmieniła się nie do poznania.Ze żwawej siedemdziesięciolatki stała się nagle zniedołężniałą staruszką.Pewnego dnia położyła się do łóżka i nie wstawała z niego już trzeci miesiąc.- Obawiam się - kontynuował doktor Reynolds - że pani babcia chciałaby bardzo podążyć w ślad za swoim mężem.Laura obawiała się tego samego.Jej dziadkowie, Alice i Eddy, zawsze byli wzorową parą.Po zaledwie dwóch tygodniach narzeczeństwa zawarli związek małżeński, w którym trwali szczęśliwie przez pięćdziesiąt lat.Czy można więc było teraz dziwić się starszej pani?Kochająca wnuczka postanowiła działać.Po telefonie doktora Reynoldsa niezwłocznie pojechała do domu babci w Dallas, aby namówić ją na przeprowadzkę do Baton Rouge.Alice jednak nie chciała o tym nawet słyszeć.Nic nie mogło jej przekonać do opuszczenia domu, w którym mieszkała razem ze swoim ukochanym Eddym, Panie świeć nad jego duszą.Laura nie potrafiłaby powiedzieć, kiedy dokładnie zrodził się w jej umyśle pomysł ślubu.Dość, że babcia była bardzo smutna i należało ją pocieszyć.A jej największym marzeniem było zawsze, aby jedyna wnuczka wyszła za mąż.Postanowiła więc dać babci to, czego ta tak bardzo pragnęła.Może chociaż to przywróci jej chęć do życia i zwróci mu utracony sens?Ku zaskoczeniu wszystkich babcia postanowiła przyjechać na ślub.Stwierdziła, że koniecznie musi poznać wybrańca Laury.Bucky musiał więc zamieszkać razem z nią przynajmniej do czasu, gdy Alice wróci do Dallas.Zgodził się na to po długich namowach, ale zażądał więcej pieniędzy.Ten kowboj-prawnik chciał dwa razy więcej niż początkowo ustalili! A do tego jeszcze wciąż go nie było! Jak mogła być aż tak głupia, żeby dać mu całą kwotę przed wykonaniem zadania?Trudno.Zawlecze go teraz przed oblicze sprawiedliwości za złamanie umowy.Wynajmie wszystkich detektywów z Luizjany, aby go wytropili.Postara się, żeby.Nagle przez otwarte okno dobiegł jej uszu nieprzyjemny dźwięk.Odniosła wrażenie, jakby ktoś jednocześnie warczał, krztusił się i pluł.Rozsunęła zasłony.Od strony bramy do jej eleganckiego domu zbliżała się stara półciężarówka, wypuszczając z rury wydechowej kłęby czarnego dymu.Stojące na podjeździe luksusowe limuzyny zdawały się spoglądać na nią z niesmakiem.- O mój Boże! - jęknęła Laura.Nim zdążyła zasłonić okno, zobaczyła jeszcze, jak potężny samochód zatrzymał się i wysiadł z niego wysoki mężczyzna ze stetsonem na głowie.- A więc będziemy mieli ślub - powiedział Doug z uśmiechem.Nie potrafiła powiedzieć, czy przyjazd Bucky’ego bardziej ją ucieszył, czy przeraził.Pomyślała tylko, że ten stary grat, którym przyjechał, czym prędzej powinien zająć należne mu miejsce na złomowisku.Kto wie, może i wraz ze swoim właścicielem.Bucky Callahan patrzył, jak panna młoda z bukietem kwiatów w dłoni zbliża się powoli do niego i pastora.Dźwięki Marsza Weselnego wypełniły salon, choć wcześniej nie obyło się bez małej wpadki.Ktoś pomylił płyty kompaktowe i na początku wszyscy usłyszeli pierwsze takty niezbyt wesołego uttworu Roya Orbisona.Szybko naprawiono jednak ten błąd i ceremonia mogła się rozpocząć.Bucky z rozrzewnieniem pomyślał o swoim kapeluszu.Gdy tylko wysiadł z samochodu, Douglas Nelson, wespół z chudym jak tyczka lokajem, zabrał mu stetsona i zaprowadził do salonu, w którym czekali już goście i jowialnie wyglądający pastor.Jego Wielebność Clifford Sterns nie uśmiechałby się zapewne tak słodko, gdyby wiedział, w jakiej farsie przyszło mu wziąć udział.Natomiast uśmiech panny młodej był tak sztuczny i wystudiowany, że Bucky poczuł się nieswojo.Choć, kto wie.? Może tylko tak mu się wydawało? Dla postronnych obserwatorów wszystko w każdym razie wyglądało bez zarzutu.Laura Bradford, która wedle plotek była w stanie kupić wszystko i każdego, traktowała go równie beznamiętnie, jak on ją.Postanowiła kupić swojej babce odrobinę radości, a on był do tego jedynie środkiem.Nie odnosili się jednak do siebie wrogo [ Pobierz całość w formacie PDF ]