[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Te komaa hoki.Ano nei he Anahera enei.(Patrzcie, jakablada.Jak anioły.)Maorysi zdawali się równie zaskoczeni wyglądem jej iFlory, jak one ich.Flora w przypływie nieśmiałości, kryła sięza spódnicą matki.Również Ada, znalazłszy się po razpierwszy przed obliczem męża, czuła się jak sparaliżowana.Nie mogła się zdobyć, by na niego spojrzeć, podobnie jak onnie był w stanie spojrzeć na nią.- Widzę - przemówił zbyt głośno, starając się tym pokryćskrępowanie - że masz pani dużo skrzyń i kufrów.Chciałbymwiedzieć, co jest w każdym z nich.Nim skończył, Ada poczuła, że jej spódnica nagle sięunosi.Na piasku leżało dwóch młodych mężczyzn badająckijami materię jej krynoliny, jakby była egzotycznymzwierzęciem.Jeden wskazał jej stopy, po czym uczynił gest,jakby obejmował dłońmi jej bucik.- Te monohi hoki! (Jakie małe!) - zauważył.Adziezaparło dech w piersiach.Tupnęła nogą, oburzona takąbezczelnością.Stewart przyglądał jej się niepewnie.- Słyszysz mnie, pani? - wyskandował.Ada kiwnęłagłową, mierząc go zimnym wzrokiem, urażona jegozwolnioną, głośną wypowiedzią.Maoryski rozebrałytymczasem namiot i tańczyły w halkach, a jedna nałożyłaobręcze krynoliny na swoją postrzępioną spódniczkę.- To dobrze, dobrze.Bardzo dobrze.Alisdair Stewart uśmiechnął się i zlustrował twarz AdyMcGrath w poszukiwaniu jakiejś oznaki zrozumienia.Peszyłgo brak odzewu z jej strony.Liczył, więcej, miał nadzieję, żetrafi mu się osoba skromna, może nieśmiała, ale niespodziewał się takiej koturnowej sztywności.Uśmiech zamarłmu na wargach i Alisdair Stewart, przygładzając jeszcze razwłosy, ruszył ku najbliższym skrzynkom.Podskoczyło za nimkilku Maorysów, jeden z nich naśladując każdy jego ruch.- Co w tym jest? - zapytał trącając wielki kufer.Ada wskazała napis na wieku: PORCELANA I GARNKI.Pakowała rzeczy pod czujnym okiem ciotek, na każdej skrzynioznaczała starannie zawartość, a w woreczku miała spiswszystkiego.- A tak, rzeczywiście - powiedział Stewart pochylając sięnad napisem, w który jeden z Maorysów stukał palcem, jakbychcąc go skłonić, żeby przemówił.- Porcelana.- Stewartzerknął spod cylindra na Adę.- Jesteś, pani bardzo mała.Nigdy nie myślałem, że będziesz taka mała.Na te słowa Ada jakby się jeszcze skurczyła.- A co tu jest? - spytał Stewart podchodząc do największejskrzyni.- Co to takiego wielkiego? Łóżko?Wszyscy zgromadzili się dokoła wielkiej skrzyni, a kiedyktoś ją trącił, fortepian brzęknął echem.Ada wydobyła spodżakietu notes w srebrnej oprawce i ołówek, które zawszenosiła na szyi, ale nim zdążyła cokolwiek napisać, Florarozpostarła opiekuńczo ramiona na pełnym drzazg wiekuskrzyni i przemówiła po raz pierwszy do nowego ojczyma.- To fortepian mamusi - oświadczyła odsuwając linę,która się plątała pod nogami idącej jej na odsiecz Ady.Stewart odwrócił się bez komentarza, jakby nie słyszałsłów Flory.Podszedł kawałek do drugiego Europejczyka.- Powiedz im, Baines, żeby parami brali rzeczy.Weźmiemy skrzynki, kufry i stół.Machnął lekceważąco w stronę zgromadzonych pak.Adapatrzyła z daleka, jak biali mężczyźni coś mówią, ale niesłyszała ich słów.- Co myślisz? - spytał zniżonym głosem Stewartwskazując głową Adę.George Baines zastanowił się chwilę.Słona bryza lizałamu twarz i włosy, gdy tak stał przyglądając się kobiecie.- Wygląda na zmęczoną - powiedział wreszcie.- Jest zahamowana w rozwoju, to jedno pewne -oświadczył Stewart i oddalił się porywczo.Baines pozostał na miejscu, patrząc jak Ada daje wbezgłośny, acz zdecydowany sposób jakieś znaki córce.Dziewczynka zrobiła niepewną minę, więc Ada wyciągnęłanotes i coś napisała.Flora pobiegła z białą kartką do Stewarta.Napisane na niej było: "Co z fortepianem?"- O, nie, nie możemy go teraz zabrać - odparłzdecydowanie Stewart.- Musi pan - nalegała Flora.- Mamusia chce go mieć.- Ja też bym chciał.- Zwracając się do dziewczynki,Stewart ruszył z powrotem w kierunku Ady i fortepianu.- Zamało nas, żeby go wziąć.- powiedział głośno do Ady.- Jest zaciężki.Ada, z rosnącym w piersi przerażeniem, napisała szybkodrugą kartkę.Podała ją mężowi.- Muszę mieć fortepian.- Znaczy, że wolisz zostawić naczynia czy ubranie? -spytał niedowierzająco Stewart.- To chcesz powiedzieć?Ada dała znak Florze, która przetłumaczyła:- Nie możemy zostawić fortepianu.- Nie mówmy o tym więcej.Cieszę się bardzo, żedopłynęłaś pani szczęśliwie - powiedział Stewart uroczyście,starając się nadać głosowi cieplejsze brzmienie, w nadziei, żezapobiegnie to dalszej dyskusji.- Mamusia chce wiedzieć, czy ci ludzie będą mogliwrócić po fortepian.Stewart, zdumiony, że dziecko odważa mu się przerywać,zwrócił się do żony, ignorując pytanie Flory.- Pragnę przeprosić za godną pożałowania zwłokę, którawynikła.Podczas gdy mówił, Ada posyłała Florze serię znaków.Flora śledziła przez chwilę szybkie ruchy dłoni matki, poczym znów przerwała Stewartowi głosem ostrym inatarczywym.-.zaraz jak odniosą inne rzeczy.Na twarzy Stewarta odmalowała się irytacja, ustapozostały lekko uchylone.Odwrócił się, jakby dlapowściągnięcia gniewu.Tymczasem Maorysi zaczęli siębawić sytuacją, co jeszcze wzmogło rozdrażnienie Stewarta.- Kia tupato, kuu pukurihia - powiedział Kamira, jeden zestarszych Maorysów.- A te raho Maroke.(Patrzcie, starysztywniak wychodzi ze skóry).Maorysi parsknęli śmiechem, wywołując na twarzyStewarta krzywy, z braku zrozumienia uśmieszek.Jeśli chodzio niego, sprawa fortepianu została zamknięta [ Pobierz całość w formacie PDF ]