[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Sylwia? To naprawdę ty?- Jeśli nie, to ktoś musi się pode mnie podszywać.- Słyszę cię, jakbyś była bardzo daleko.- A jednak nie jestem, prawda, Heather?Przez chwilę Heather miała ochotę przyłączyć się do żartów, ale nie chciała się poczuć tak młodo, jak wyglądała jej siostra.- Już nie - powiedziała.- Jesteś u niej w pracy, Sylwio?- Tak.Przeszkadzam jej na wszelkie sposoby.- Dlaczego nie dałaś nam znać, że wracasz?- Nie chciałam, żebyście się martwili, jeśli się spóźnię.Niełatwo było wrócić z miejsca, w którym byłam.- Teraz liczy się tylko to, że tu jesteś.Czekaj tam, a ja podjadę po ciebie i będziemy gadać do późnej nocy.- Zdawało mi się, że mówiłaś, iż jesteś w kluczowym momencie czegoś ważnego.- Nic nie jest tak ważne jak ty.Może zaczekać jeden dzień.To tylko kawał drewna z własnym umysłem.Będę u was za jakieś pół godziny.Nie waż się oddalać.Nie pozwól jej, Heather.- Zgoda! - odpowiedziały chórem i wybuchnęły takim śmiechem, że nawet Randall ośmielił się przyłączyć.Kiedy się uspokoili i Sylwia odłożyła telefon, Heather oznajmiła:- Chcę się dowiedzieć wszystkiego o Meksyku i innych miejscach, w których byłaś, ale naprawdę muszę popracować.- Nie będę przeszkadzać.- Sylwia pomachała Tajemnymi kniejami, unosząc klapę w ladzie jedynie na tyle, aby się przecisnąć.- Odłożę siebie na półkę - dodała.- Później opowiesz o wszystkich swoich przygodach.- Później.Jasne.- Obróciła się, ruszając w cień regałów, które jednocześnie zwielokrotniały i przytłumiały jej głos, gdy dodawała: - Może będę musiała z tym zaczekać, dopóki nie skończę z książką.6Za domamiGdy Sam kuśtykał wolno między półkami, jakby szukał jakiejś książki, której tytułu nie pamiętał, Heather podeszła do niego.- Zaraz kończę - powiedziała półgłosem.- Jak sklep?- Musieliśmy na razie zabić witrynę deskami, a jutro kolega taty Andy’ego wstawi szybę.Więc na razie nikt nie może zobaczyć, co sprzedajemy.- I co, nie mieliście dziś żadnych klientów?- Tylu.- Dwukrotnie rozwarł palce lewej dłoni, drugą ręką sięgając za plecy matki i podnosząc książkę leżącą na kilku stojących.- Co nie znaczy, że każdy z nich coś kupił.- Wystarczy, że niektórzy kupili - powiedziała Heather, po czym zdumiała się na widok Tajemnych kniej w jego ręce.- Ciekawe, że po to sięgasz.- Co w tym takiego ciekawego?- Ciszej, Sam.Wkrótce się przekonasz.- Spodoba mi się?- Jestem pewna, że tak.Zaczekaj, aż się dowiesz, na co czekamy - mruknęła i wróciła do swego biurka.Widziała, jak syn siada na krześle, najwyraźniej nie zauważając, że naprzeciw niego zasiada co najmniej ładna dziewczyna w zbliżonym wieku, i marszczy brwi nad książką.Nurtowało ją pytanie, jak Sam przywita Sylwię.Margo na jej widok wydała okrzyk zachwytu zmieszanego ze zgrozą, który sprawił, że wszyscy studenci podnieśli głowy niczym członkowie klubu w obliczu intruza.Wspięła się na palce, by uściskać Sylwię przez kontuar w ramach wstępu do prawdziwego uścisku, w który ją schwyciła, gdy tylko blat przestał je dzielić.- Nigdy więcej nie wyjeżdżaj na tak długo - szepnęła, po czym nie mniej żarliwie dodała: - Zobacz, co się z tobą dzieje, jak to robisz! - I natychmiast się zawstydziła.Nie tylko tych słów.- Przepraszam.Zwykle tak się nie zachowuję.Chyba starość mnie dopada.Jedziemy - oznajmiła całej bibliotece.- A ty, Heather? Za dużo masz pracy, biedulko.No nic, wpadniemy po ciebie w drodze na lunch.Pojechały do Peace & Beans, wegetariańskiej restauracji na drugim końcu campusu, ale Sylwia nie zjadła nawet w przybliżeniu tyle, by usatysfakcjonować matkę.- Będziemy musiały cię podtuczyć - oznajmiła Margo, rozgrzebując warzywną musakę jakby w nadziei, że mogło się do niej zakraść trochę mięsa.Mówiła najwięcej z całej trójki, lecz do starszej córki nie powiedziała nic ponad: „prawda?”, „co, Heather?”, „nie?” i tym podobne.Zaproponowała, by Sylwia zatrzymała się u siostry, bo tam jest więcej miejsca.Oczywiście Heather sama miała zamiar to zaproponować, ale nie dopuszczono jej do głosu.Ujęła Sylwię za chude rączki, zapewniła ją, że może mieszkać u niej tak długo, jak długo będą siostrami, po czym odmeldowała się, by wracać do pracy, Margo zaś zabrała młodszą córkę na zakupy odzieżowe.Heather nie była zazdrosna: ona także dostawała od matki prezenty, i to dość często.Teraz pragnęła tylko, żeby jak największa część jej rodziny była razem.Wydało jej się, że to kilka studentek trajkocze i chichocze w korytarzu, ale gdy echa ustąpiły miejsca prawdziwym głosom, rozpoznała amerykański akcent.Margo przytrzymała drzwi przed Sylwią, która wtoczyła się do środka z trzema wielkimi torbami.- Sam! - zawołała Margo, szybko, lecz filuternie kładąc palec na ustach.- Wiesz, kto to jest? - zapytała szeptem, który dotarłby do najdalszych zakątków nawet większego pomieszczenia.Samuel położył dłonie na dwóch stronach Tajemnych kniej i uniósł się nieco.- Gdzie ja mogłem ją widzieć? - zastanowił się na głos.- Może przeniesiemy się z powitaniami na zewnątrz? - zaproponowała Heather, pozostawiając za biurkiem Nicka i Saritę na wieczorny dyżur.Samuel wzdrygnął się, gdy dotknęła jego ramienia.Kiedy już znaleźli się na korytarzu, Margo rzuciła niecierpliwie, choć nie na tyle, by z jej głosu zniknęła czułość:- To twoja ciotka Sylwia.- Wiem - odparł Sam, po czym zwrócił się do Sylwii:- Właśnie na ciebie patrzyłem.- A co wy tacy nieśmiali? - wykrzyknęła Margo.Ciotka i siostrzeniec uścisnęli się - zdaniem Heather przynajmniej Sam zrobił to niezdarnie.- Kiedy na mnie patrzyłeś? - zapytała Sylwia po tym rytuale.- Jesteś na okładce książki, którą czytałem.- Heather też po nią sięgnęła.Wygląda na to, że książce odnowiła się dzierżawa na życie.- Czuję się, jakby nam wszystkim się odnowiła - wtrąciła Margo.- To pewnie ona ją nam przywiozła, co, Heather?- Nie wiem, kto inny mógłby to zrobić.Sylwia ujęła Sama za ramię.- Będę z wami mieszkała, jeśli ci to nie przeszkadza- rzekła.- A czemu miałoby mi przeszkadzać?Być może wyczuła w nim jakąś konsternację, bo powiedziała:- Wychowałaś prawdziwego rycerza, Heather.Pamiętasz, jak mi mówiłaś, że jeden taki mieszka za naszym domem?- Chyba nie.- Kiedyś zapytałam, kim jest ten cały Goodman i dlaczego to jego las.- Nadal nie pamiętam.- Dziewczęta - wtrąciła się Margo - chyba nie zaczniecie się teraz kłócić? Ledwie się przywitałyście.- Chyba już wyrosłam z rycerzy.Będę zadowolona, jeśli Sam okaże się po prostu dobrym człowiekiem - powiedziała Heather i aby oszczędzić synowi zażenowania, pogoniła Margo i Sylwię przez drzwi, które Sam trzymał otwarte.Czuła w ustach smak opadającego na campus zmierzchu, budzącego do życia reflektory śpiące w swoich norach u stóp fasady z piaskowca.- Już dość się tobie naprzykrzałam jak na jeden dzień - powiedziała nie wiadomo do kogo Margo.- Niech ktoś do mnie jutro zadzwoni, to umówimy się na obiad za parę dni.- Mogę jutro odwiedzić tatę? - zapytała Sylwia.- Pod warunkiem, że nie zawiadomisz go zawczasu o swoim przyjeździe - odparła Margo, chyba podobnie jak Heather nie wiedząc, czy jest w tym pytaniu więcej nadziei czy obawy.- W przeciwnym razie w życiu nie zaśnie.Raz jeszcze uścisnęła Sylwię na pożegnanie, po czym ograniczyła się do jednego spojrzenia za siebie.Gdy pozostała trójka udawała się do civica, Sylwia pokiwała głową na widok powłóczącego nogą Sama.- Ranny rycerz - mruknęła w zamyśleniu.- Mama już mi opowiedziała, jak się zraniłeś, broniąc drzew.- Po prostu spadłem.- Wątpię, czy tak całkiem po prostu, Sam.Milczał jak głaz.Heather wyjęła kluczyki [ Pobierz całość w formacie PDF ]