[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nie chciałbyś mi pomóc go zatrzymać.Zapytał:– To niebezpieczne?Odpowiedziałem:– Jak cholera.Odpowiedział:– To serdeczne dzięki za pamięć, Vlad.Nie.Powiedziałem:– Zaczniesz od pięćdziesięciu sztuk złota tygodniowo.Jeśli będziemy żyli po dwóch tygodniach, dostaniesz siedemdziesiąt pięć plus dziesięć procent z tego, co zarobię.– Sto po dwóch tygodniach plus piętnaście procent dochodu.– Siedemdziesiąt pięć i piętnaście procent mojego zysku.– Dziewięćdziesiąt i piętnaście procent z tego co przed podziałem z górą.– Siedemdziesiąt pięć i dziesięć procent przed podziałem.– Zgoda.Następnego dnia sekretarz Tagichatna przybył do pracy i zastał nas prawie blokujących wnętrze.Zaproponowałem mu:– Jeśli chcesz, możesz pracować dla mnie.Powiesz „tak” i dostajesz dziesięć procent podwyżki.Powiesz „nie” i wychodzisz stąd żywy.Powiesz „tak” i spróbujesz mnie zdradzić – nikt nigdy nie zdoła cię ożywić.Powiedział „nie”.No to ja mu powiedziałem „do widzenia”.A potem poszedłem do silnorękiego, który także serdecznie nienawidził naszego byłego szefa, a z którym kilkakrotnie pracowałem.Słyszałem, że Melestav, bo tak mu było na imię, wykonywał już „robotę”, a z własnego doświadczenia wiedziałem, że jest dokładny.Powiedziałem mu:– Szef chce, żebyś został jego sekretarzem i ochroną osobistą.– Szef zidiociał.– Szef to ja.– To ja wchodzę.Potem wziąłem plan miasta i zaznaczyłem na nim teren nieboszczyka, pomyślałem trochę i wyrysowałem w jego wnętrzu mniejszy prostokąt.Z jakiegoś nie znanego mi powodu w tym rejonie miasta granice terenów przebiegają środkiem ulic i dlatego w rozmowach nie słyszy się na przykład: „Ja mam Daylond Street, a ty Nebbit”, tylko „Mój teren kończy się na zachodniej stronie Daylond Street, a twój zaczyna się od wschodniej strony Daylond Street”.Dlatego prostokąt, który narysowałem, przebiegał od połowy Pier Street, gdzie kończył się teren Larisa, do Daylond Street, potem wzdłuż Glendon Street, dalej wzdłuż Undauntra Street aż do Solom Street i wreszcie Solom Street do Kieron Road i wzdłuż Kieron Road do Pier Street.Poleciłem Melestavowi skontaktować się z zastępcami Tagichatna i przekazać im, by spotkali się ze mną o przecznicę od biura Toronnana – szefa Tagichatna.Tam poleciłem, by poczekali, i poprosiłem, by Toronnan mnie przyjął.Przyjął mnie.Miał krótko obcięte jasne włosy i ubrany był w kaftan w barwach Domu Jherega.Tak fryzura, jak i ubranie były starannie wykonane i doskonale utrzymane.Jak na Dragaerianina nie był wysoki – nie miał siedmiu stóp – i był drobnej budowy.Ogólnie sprawiał wrażenie archiwisty z Domu Lyorna.Reputację zyskał dzięki doskonałemu opanowaniu topora bojowego.Przedstawiłem się, wyjąłem plan i pokazałem mu większy zaznaczony przez siebie obszar, mówiąc:– Za pańskim pozwoleniem chwilowo zarządzam tym terenem, ale sądzę, że na stałe poradziłbym sobie z tamtym – i pokazałem mu mniejszy.– Panowie czekający za drzwiami z pewnością będą szczęśliwi, mogąc podzielić resztę między siebie tak, jak uzna pan to za stosowne.Nie rozmawiałem z nimi na ten temat.I ukłoniłem się ładnie, ale bez przesady.Przyjrzał mi się uważnie, potem obejrzał plan, a na końcu skupił wzrok na Loioshu, który cały czas siedział na moim ramieniu.– Jeśli utrzymasz go, Wąsaczu – powiedział w końcu – teren jest twój.Podziękowałem i wyszedłem, pozostawiając mu wyjaśnienie reszcie nowego układu sił.Wróciłem do biura, zabrałem się do ksiąg i odkryłem, że jesteśmy prawie bankrutami.Swoich miałem pięćset sztuk złota, co rodzinie zapewniłoby utrzymanie i jedzenie przez rok, ale poza tym było kiepsko.Na moim terenie znajdowały się: cztery burdele, dwa salony gry, dwóch lichwiarzy i jeden paser.Miałem jednego zastępcę – Kragara – i sześciu silnorękich na pełnych etatach.Znałem też kilku innych, pracujących dotąd niezależnie.Odwiedziłem każde z wyżej wymienionych miejsc i złożyłem taką samą propozycję, kładąc na stole sakiewkę z pięćdziesięcioma złotymi imperiałami.– Jestem nowym szefem, a to jest premia albo odprawa.Wybór należy do ciebie.Jeśli potraktujesz to jako premię i spróbujesz mnie oszukać, sporządź listę żałobników.Będzie potrzebna.Gest ładny i potrzebny, tyle że zostałem prawie bez pieniędzy.Zostali wszyscy, więc wstrzymałem oddech i czekałem na koniec tygodnia.W ostatni dzień tygodnia – zwyczajowy termin tego rodzaju płatności – pojawił się tylko Nielar, działający teraz na moim terenie.Reszta, jak sądzę, czekała, co zrobię.Załatwiłem sprawę własnoręcznie, ponieważ nie miałem gotówki, by wynająć wykonawców, a żadnego ze swoich silnorękich nie chciałem użyć – no bo i niby co bym mu zrobił, gdyby nie wykonał polecenia? Mogłem go tylko zabić, przez co poniósłbym jeszcze większe straty.Przespacerowałem się do biura najbliższego przybytku, a był nim burdel, i odszukałem właściciela.Zanim zdążył się odezwać, przybiłem mu pelerynę do ściany dwoma nożami i umieściłem po shurikenie przy każdym uchu tak, by wbijając się w ścianę, nieco go drasnęły.Potem Loiosh zabrał się do jego gęby, ale bez trucizny.Kiedy skończył, poczęstowałem gościa porządnym ciosem w splot słoneczny, a gdy się uprzejmie zgiął, kolanem w nos.Zaczął rozumieć, że nie jestem zachwycony.– Masz minutę według wskazań Imperialnego Zegara na danie mi do ręki moich pieniędzy – oznajmiłem.– Potem Kragar zajmie się twoimi księgami i pogada z twoimi panienkami.Jeśli dasz mi o miedziaka za mało, jesteś trupem.Tak się spieszył, że zostawił na ścianie pelerynę.Kiedy liczył pieniądze, skontaktowałem się telepatycznie z Kragarem i powiedziałem mu, by się zjawił.Dostałem sakiewkę i czekaliśmy na Kragara w spokoju, ale gospodarzowi zaczęły puszczać nerwy i zaczął coś mamrotać, że właśnie się do mnie wybierał, więc mu powiedziałem, żeby się zamknął, bo mu wytnę struny głosowe i będzie się musiał uczyć języka migowego.Zamknął się.Kiedy Kragar się zjawił, poszedłem do biura i nadal czekałem, tyle że w ciszy i spokoju.Kragar wrócił po dwóch godzinach.Księgi zgadzały się z faktycznymi obrotami.W burdelu było dziesięć „panienek” – sześć żeńskich, cztery męskie.Każda z reguły miała dziennie pięciu klientów po trzy imperiale od głowy i zarabiała cztery sztuki złota dniówki.Plus wyżywienie za jakieś pół imperiała.Pełnoetatowy wykidajło dostawał osiem sztuk złota, a na rozmaite drobne wydatki szedł jeszcze jeden imperiał.Każda „panienka” miała jeden dzień w tygodniu wolny, więc łącznie interes przynosił sto trzydzieści pięć imperiali dziennie przy kosztach wynoszących pięćdziesiąt jeden [ Pobierz całość w formacie PDF ]