[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Po deserze ze świeżych gruszek i sera gorgonzola Qwilleran rozpalił ogień w kominku.Oboje usiedli, popijając w rozkosznym blasku płomieni – ona herbatę, a on kawę.Znał Polly bardzo dobrze, ale nie na tyle, by zapytać: „Jaki gatunek kawy pijesz najchętniej? Jak dawno ją kupiłaś? Jak przechowujesz? Jak ją zaparzasz?"–Jak ci smakuje kawa, mój drogi? – spytała.Wiedziała, że jest koneserem.–Niezła – odparł, mając na myśli to, że da się ją wypić.–Cieszę się, że ci smakuje.To zwykła rozpuszczalna, bezkofeinowa.Wychodząc, na stoliku w hallu zauważył rzeźbioną drewnianą kasetkę.Sprawiała wrażenie nieproporcjonalnie długiej w porównaniu z pozostałymi wymiarami.Zamocowane na zawiasach wieko pokrywały rzeźbione motywy winorośli i liści, oplatających słowa LOVE BOX*.–Skąd masz to pudełko? – zapytał.–A, to! – wzruszyła ramionami.– Kiedy przyjechała bagażówka, pomyślałam sobie, że byłoby miło zaprosić Kirta na skromną kolację, a on zrewanżował mi się tą kasetką.– Pominęła wytworne nazwisko mężczyzny, ograniczając się do jednosylabowego imienia.–Do czego służy? – zapytał rzeczowym tonem.–Do przechowywania rękawiczek**.Pierwszą literę zasłaniają liście.Należała do jego matki i chciał mi ją sprezentować.Wzruszający gest, nie sądzisz?–Hmmm – mruknął pod nosem.–Właściwie nie przepadam za jasnym dębem i przestylizowanymi ornamentami.Jest raczej w męskim typie, a ja mam śliczną szkatułkę na rękawiczki z haftem na kanwie, dzieło mojej siostry.Weź ją sobie, Qwill.–Ile może mieć lat?–Myślę, że pochodzi z początków dwudziestego wieku.Ale bez względu na to, co z nią zrobisz, nie zdradź Kirtowi, że ci ją dałam!Kiedy będziesz wychodził, włożymy ją do dużej reklamówki, na wypadek gdyby wyglądał przez okno.Kasetka dobrze prezentowała się na eleganckiej, nowoczesnej komodzie stojącej w hallu u Qwillerana – była wystarczająco wiekowa, by zwrócić na siebie uwagę, ale nie na tyle, żeby sprawiać wrażenie kuriozum.Natychmiast włożył do niej swoje zimowe rękawiczki: te dziergane na drutach, skórzane i podbite futrem.Postawił ją obok ręcznie wykonanej lampy pochodzącej z wystawy rękodzieła – wysokiej, kwadratowej kolumny z kutej miedzi.Koty wyczuły nowy nabytek i przyszły dokonać oględzin.Nos Koko obwąchiwał litery na wieku, zaczynając od prawej strony.„Koko czyta wspak", powtarzał zawsze Qwilleran.Nagle coś odwróciło uwagę kocura.Zeskoczył z komody, podszedł do okna wychodzącego na południowy wschód, wyciągnął szyję, uniósł głowę i węszył, nerwowo machając ogonem.Nie czekając na ryk policyjnych syren i naglące wycie wozu strażackiego, Qwilleran pobiegł do swojego auta w chwili, gdy jego sąsiad, prezenter prognozy pogody, wracał do domu po zakończeniu nocnego programu.Dziennikarz opuścił szybę.–Joe! Szybko! Wsiadaj!Pogodny Jimmy był krzepkim, beztroskim facetem, zawsze skorym do przygód.Nigdy nie zadawał zbędnych pytań.Usadowił się na siedzeniu pasażera i rzucił niedbale:–Dokąd jedziemy?–Chyba znowu mamy pożar na południowym wschodzie.Otwórz okno i sprawdź, czy nie czujesz dymu.–Ani śladu.Ale południowy wschód to będzie za rzeką.Skręć w prawo za bramą, a potem jeszcze raz w prawo za mostem.Dotarli do skrzyżowania ulic Sprenkle i Quarry.Zatrzymali się i rozejrzeli na trzy strony, wciągając głęboko powietrze.O tej porze na bocznych drogach nie było ruchu.–Podjedź jeszcze z milę na wschód do Old Glory Road – poradził Pogodny Jimmy.–Tam są stare szyby – rzekł Qwilleran.– Czy ktoś już zauważył, że ostatnio pożary wybuchają właśnie w pobliżu kopalni?–Cóż, niektórzy mówią, że opuszczone kopalnie graniczą z mało uczęszczanymi drogami gruntowymi, a właśnie tam dzieciaki lubią umawiać się na randki.Niewykluczone, że częstują się papierosami i wyrzucają niedopałki przez okna samochodów.Nie słyszałem, żeby pożary wybuchały za dnia.Zbliżając się do kopalni Old Glory, zobaczyli tylne światła znikającego w oddali samochodu.–Widzisz? Tam miga coś czerwonego!Qwilleran zatrzymał samochód, wyjął telefon komórkowy i zgłosił pożar traw przy kopalni Old Glory.Poczekali, aż usłyszą nadjeżdżające wozy strażackie, a potem wrócili do Indian Village.–To mój kot wyczuł dym – powiedział dziennikarz.– Koko widzi to, czego nie widać, słyszy to, czego nie słychać, i wyczuwa to, czego nie da się wyczuć.–Mój Huragan nigdy niczego nie wyczuwa oprócz jedzenia – odparł Pogodny Jimmy.–Poznałeś już nowego lokatora spod dwójki?–Przedstawiłem się mu kiedyś na chodniku i zamieniliśmy ze sobą parę słów.Zapytałem go, co się stało z jaguarem, którym tu przyjechał.Powiedział, że za bardzo rzucał się w oczy wśród tych wszystkich terenówek i pikapów, więc pozbył się go w Lockmaster i kupił kombi z napędem na cztery koła.–Czy odkrył już nasz brudny sekrecik? – zapytał Qwilleran.– W naszych domach przeciekają dachy, więc jeżeli woda zniszczy mu książki warte trzydzieści tysięcy dolarów, pozwie przedsiębiorstwo XYZ o całkiem ładną sumkę.–Dachy zostały zreperowane – oznajmił Pogodny Jimmy.– Akurat przed najgorszą suszą od dwudziestu lat! A, racja! Kiedy na całym osiedlu wymieniali dachy, ty wylegiwałeś się na plaży.–Jak to? Czyżby Don Exbridge otarł się o śmierć?–Ominęła cię najlepsza zabawa, Qwill.Zebraliśmy się w kilka osób i zdewastowaliśmy bilboard XYZ na rogatkach, ten z hasłem „Gwarantujemy jakość naszych produktów".Trudno o lepszy przykład bzdur, jakie firmy wypisują na reklamach.Wybraliśmy się tam wieczorem i dokleiliśmy wstawkę na cztery metry z napisem „A my pod dachami stoimy z wiadrami".Oczywiście daliśmy cynk do gazety.Potem zatrzymał się koło nas nocny patrol i zastępca szeryfa miał niezły ubaw, bo jednym z wandali okazał się członek rady miejskiej.Dekarze wzięli się do roboty następnego dnia rano!–Joe, ta historia aż prosi się o drinka – orzekł dziennikarz.– Masz chwilę?–Innym razem, Qwill.Jutro muszę wcześnie wstać, bo wybieram się na piknik rodzinny do Horseradisli – ostatni zjazd rodzinny, zanim spadnie śnieg.Słyszałem, że masz prowadzić jedną z limuzyn w Rajdzie Szlakiem Starych Kopalni.–Owszem.I niewykluczone, że będę tego żałował.Rozdział drugiNa pomysł Rajdu Szlakiem Starych Kopalni wpadła Hixie Rice.Była szefową działu promocji w „Moose County coś tam" i gazeta zgodziła się pokryć koszty przedsięwzięcia, podciągając je pod działania na rzecz społeczności lokalnej.Swoją pomoc zaoferował też Dwight Somers, konsultant public relations, a trzecim członkiem komitetu organizacyjnego została Maggie Sprenkle, „anonimowa" fundatorka pamiątkowych tabliczek z brązu.W Moose County znajdowało się dziesięć opuszczonych kopalni, z których część pochodziła jeszcze z 1850 roku.Dzięki górnictwu i przemysłowi drzewnemu przed pierwszą wojną światową był to najbogatszy okręg w kraju.Teraz niezagospodarowane tereny wyeksploatowanych szybów otoczono wysokimi ogrodzeniami z drucianej siatki.Na tablicach ostrzegawczych widniały czerwone napisy NIEBEZPIECZEŃSTWO – ZAKAZ WSTĘPU! W centralnym miejscu każdej kopalni znajdowały się stare wieże – podniszczone drewniane konstrukcje, mierzące ponad dziesięć metrów wysokości [ Pobierz całość w formacie PDF ]