[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Muszę wracać do siebie i nakarmić koty.Był już zmierzch, kiedy zajechali na podwórze.Wydawało się, że świat jest skąpany w przyćmionym niebieskim świetle.Był to ten szczególny moment po zachodzie słońca i przed ukazaniem się gwiazd, kiedy wszystko wstrzymuje oddech, milczy.i czeka.- To magiczna chwila - zauważyła Polly.- Francuzi mają na to określenie: l'heure bleue.- Są francuskie perfumy o takiej nazwie.Przypuszczam, że cudowne.Weszli w końcu do środka, żeby obejrzeć kalendarz, a potem Polly pojechała do domu nakarmić Brutusa i Cattę.Qwilleran wyprowadził swoich ulubieńców do osłoniętej altany, gdzie usiedli we trójkę w ciemności.Koty lubiły nocną porę.Słyszały to, czego nie można usłyszeć, i widziały to, czego nie można zobaczyć.Nagle Koko stał się czujny.Pobiegł na koniec altany i wlepił spojrzenie w stodołę.Po dwóch czy trzech minutach w środku zadzwonił telefon.Qwilleran pobiegł z powrotem do domu i złapał słuchawkę po szóstym czy siódmym sygnale.Dzwoniła Celia Robinson O’Dell, która była niegdyś jego sąsiadką w mieszkaniu nad powozownią.- Cześć, szefie! - przywitała się wesoło; jej głos brzmiał zaskakująco młodo jak na kobietę w zaawansowanym wieku.- Co słychać w stodole? Jak tam koty?- Celia! Próbowałem dodzwonić się do ciebie i przekazać ci gratulacje z okazji ślubu, ale trudno cię złapać.- Wybraliśmy się w małą podróż poślubną.Pojechaliśmy do Greek Bay odwiedzić zamężną córkę Pata.Ma troje wnucząt.- Jak ci się mieszka przy ulicy Miłej?- Och, to wielki wspaniały dom z ogromną kuchnią; potrzebuję czegoś takiego, właśnie teraz, kiedy zamierzam zająć się na poważnie cateringiem.Ale bardzo mi się podobało w powozowni, lubiłam też przyrządzać smakołyki dla ciebie i twoich kotów.Wciąż mogę upichcić to i owo do twojej zamrażarki.Pat zawsze to podrzuci, kiedy będzie jechał popracować u ciebie w ogrodzie.- Zaskarbisz sobie wdzięczność całej naszej trójki.- I jeśli będę mogła zaangażować się w jakąś małą.tajną.misję, to.- No cóż, zobaczymy.Przekaż Patowi pozdrowienia ode mnie.To prawdziwy szczęściarz.Qwilleran odwiesił słuchawkę i zaczął muskać sobie wąsy, nie kryjąc niepewności i obawiając się, że jego szpiegowski system zaczyna się walić.Lubił węszyć w sprawach, które nie powinny go interesować - kierowany ciekawością albo podejrzliwością - i dzięki Celii mógł działać incognito.Była idealnym tajnym agentem jako szanowana, godna zaufania osoba w typie sympatycznej babci, nie wspominając już o tym, że jako zapalona czytelniczka powieści szpiegowskich uwielbiała, gdy Qwilleran powierzał jej sekretne misje.Miały miejsce dyskretne spotkania informacyjne, zaszyfrowane rozmowy telefoniczne, instalacje ukrytych magnetofonów i tajne narady w dziale warzywnym w „Toodles Market”.Teraz, będąc kobietą zamężną, jak długo zdołałaby utrzymać w tajemnicy swoją działalność?Jeśli chodzi o Qwillerana, jego śledztwa nie miały nawet cienia oficjalności.Interesował się po prostu przestępstwami, co było konsekwencją lat, które przepracował w charakterze reportera działu kryminalnego różnych gazet na Nizinach, jak miejscowi nazywali obszary miejskie na południu.Ostatnimi czasy odkrył mnóstwo intryg w tej małej społeczności, czym zdobył sobie zaufanie i przyjaźń komendanta policji w Pickax.Wiedział, że ów związek będzie trwał nadal, z tajną agentką czy bez niej.Rozdział drugiWTOREK, I WRZEŚNIA„Nie wywołuj wilka z lasu”.Qwilleran napisał tysiące słów na cześć września do swojej rubryki „Piórkiem Qwilla” i poprosił czytelników o komponowanie wierszy na temat dziewiątego miesiąca roku.Poinformował przy okazji, że „najlepszy ukaże się na jego szpalcie i zdobędzie ołówek samego autora w złotej oprawce”.Wszyscy wiedzieli, że jego ulubionym narzędziem pisarskim był gruby żółty ołówek z miękkim wkładem grafitowym.- Zawsze kombinujesz, jak zmusić czytelników, by odwalali za ciebie robotę - droczył się z nim redaktor naczelny.- Chodzi o współudział czytelników w tworzeniu gazety.Uwielbiają to!- Kto płaci za te wszystkie ołówki, które rozdajesz?- Możesz mi potrącić z mojej nędznej pensji.ŚRODA, 2 WRZEŚNIA„Kura mądrzejsza od jajka” [ Pobierz całość w formacie PDF ]