[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Miała wrażenie, że z każdym dniem stawał się coraz bardziej obojętny, humorzasty i krnąbrny.Zresztą od początku był trudnym dzieckiem.Jednak jako malec miał w sobie przynajmniej tę uroczą dziecięcą słodycz i ciekawość świata.Wówczas łatwo przychodziło wybaczyć mu różne wybryki i upór, zwłaszcza gdy skruszony wdrapywał się matce na kolana i wtulał ciemną główkę w jej pierś.Gęste, długie rzęsy zasłaniały brązowe oczy, zasypiał słodko i problemy same znikały.Lecz teraz Alex miał jedenaście lat i Sarze zdawało się, że rodzony syn staje się dla niej z wolna kimś obcym; że gdzieś po drodze utraciła dziecko, które tak kochała.A kochała Alexa bardziej niż cokolwiek na świecie.Wciąż pamiętała, jak budziła się nocami, nasłuchując jego oddechu, jak serce ściskało się jej z lęku, że mógłby umrzeć w łóżeczku w czasie snu.Pamiętała i wiedziała, że zawsze będzie pamiętać tę cudowną gładkość jego ciepłego policzka, który głaskała rano, zanim się obudził, zachwycona samym faktem istnienia tak wspaniałej istoty.Teraz zaś cieszyła się, gdy Alex kładł się spać, bo wreszcie mogła mieć tę upragnioną chwilę dla siebie.Westchnęła ciężko i ruszyła po schodach na górę, przygotowując się na kolejną konfrontację z synem.Przeszła korytarzem do jego pokoju, mimowolnie wzdrygnęła się, otworzywszy drzwi.Pokój wyglądał jak pole bitwy albo rumowisko - stos brudnych naczyń spiętrzonych na biurku, nieświeże ubrania porozrzucane po podłodze, choć w kącie stał specjalny, ale pusty, kosz, plakaty, pokrywające każdy kawałek ściany.Kolorowe pisaki, kartki z notesów, komiksy, ulotki reklamowe, figurki z filmów, pluszowe zwierzątka i kasetki z grami Nintendo.Sam Alex leżał na wciąż nie zasłanym łóżku i hipnotycznie wpatrywał się w ekran telewizorka, dzierżąc w dłoniach dżojstik do gier komputerowych.Jego kciuki szybko i wprawnie skakały po strzałkach i przyciskach, a po ekranie latały hordy wojowników i humanoidów, walące się na odlew i kopiące w brutalnej walce.Sara wzięła głęboki oddech, po czym z determinacją wkroczyła do tej jaskini, torując sobie ostrożnie drogę wśród rupieci, jakby stąpała po polu minowym.Gwałtownym ruchem wyłączyła telewizor, kończąc tym samym grę.- Mamooo! - zawył z wściekłością Alex, podrywając się z łóżka jak sprężyna.- Prawie zabiłem tego potwora na końcu!- Nic mnie to nie obchodzi! - odparowała Sara, zwalczając w sobie chęć wytargania go za uszy albo potrząś - nięcia nim tak, żeby aż zadzwoniły mu zęby.- Nie słyszałeś, jak cię wołałam? Już pół godziny ternu powinieneś być na dole! Obudziłam cię wystarczająco wcześnie, żebyś się zdążył przygotować! W dodatku mówiłam ci, że mam zamówione czesanie w Shear Style o jedenastej.A ty nawet nie raczyłeś włożyć skarpetek, nie mówiąc już o butach.O zęby nie mam nawet co pytać, prawda? Więc co, chcesz ze mną jechać do miasta i iść na gry do Penny Arcade, czy nie?- No dobra - opowiedz była krótka i arogancka, co jeszcze bardziej ją rozwścieczyło, a jednocześnie pogłębiło ból w sercu.Wiedziała, że zamiast nagradzać go za takie zachowanie, powinna ukarać.Trzeba było mu kazać zostać w domu i posprzątać pokój.Ale to wzburzyłoby i tak już groźne wody i doprowadziło do jeszcze większej wrogości między matką a synem.Kiedy pozbawiała Alexa przyjemności weekendowej wyprawy do salonu gier, stawał się albo buntowniczy i agresywny, albo demonstracyjnie urażony i obojętny, co oczywiście również wytrącało ją z równowagi.Tego zaś dnia Sara nie czuła się na siłach, by z nim walczyć.- W takim razie rusz się wreszcie - nakazała szorstko, zmuszając się, by bez drgnienia powieki wytrzymać jego spojrzenie.- Odjeżdżam równo za dziesięć minut i nie będę czekać!Wymknęła się z jego pokoju, z trudem ukrywając targające nią emocje.Na korytarzu, gdzie Alex nie mógł jej widzieć, oparła się o ścianę, walcząc ze wzbierającą w niej falą łez.Zagryzła w ustach zaciśniętą pięść, by stłumić napływ gniewu, bezsilności i rozpaczy, które dusiły jej gardło.Tak, kochała syna.Był dla niej wszystkim, co miała na tym świecie, i szczerze nienawidziła tych awantur.Coraz częściej narastała w niej jednak obawa, że ponura przepowiednia ludzi z miasteczka, którzy przewidywali, że chłopak wyrośnie na łobuza, zaczyna się sprawdzać.I że Alex oddala się od niej coraz szybciej, tak szybko, że być może nigdy już nie zdoła go zatrzymać.Nie chciana myśl, że mogła po prostu źle wychować własnego syna, drążyła nieustannie umysł Sary.Broń Boże, nie żałowała wcale, że w ogóle go urodziła! Była dumna z tego, że nie poddała się woli rodziców i nie zrobiła skrobanki, do czego z początku usiłowali ją zmusić.Niech Bóg wybaczy jej, jeśli w ogóle pomyślała o kolejnej możliwości, do jakiej ją namawiali - podpisania papierów zezwalających na adopcję.Nie, niczego takiego nie zrobiła, bo wolała zatrzymać to dziecko na dobre i złe niż stracić je na zawsze.Było jej trudno, straszliwie trudno wytrzymać ich presję i chodzić po miasteczku z dumnie uniesioną głową, nie zważając na znaczące spojrzenia i poszeptywania mieszkańców.Nawet teraz, po latach, ciągle wracały do niej tamte bolesne plotki.- Słyszałaś już o Sarze Kincaid? Siedemnastak, bez męża i w ciąży!- Co ty powiesz! A to była taka miła, pilna i dobrze ułożona dziewczyna! Kto też jest ojcem?- Nikt nie wie, a ona nie chce powiedzieć.Albo po prostu nie może, biedaczka.Pewnie nie przepuściła żadnemu chłopakowi w liceum, znamy takie, no nie? To dziewucha z górniczego osiedla, a wiesz, jakie to kocmołuchy! Powinni już dawno zamknąć te wszystkie kopalnie i wypędzić stąd całą tę hołotę, żeby nie bruździła porządnym ludziom.Ale co się poradzi przeciwko takiemu Nickowi Genovese? Nie bez powodu nazywają go „Papa Nick”, no nie? Tak długo, jak trzyma w ręku swoje kopalnie, ta plaga raz po raz będzie zatruwać nam życie [ Pobierz całość w formacie PDF ]