[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Z szurnięciem i głuchym stukiem postawiły kolację na pół-ce.Klapa z powrotem się zasunęła.Wstał i podszedł do okienka.Wziął kubek i miskę.Nie miał ani zegara, ani kalendarza.Czas mierzył jedynie z pomocą klasztornego dzwonu, pór roku i jedzenia, jakie mu przynoszono.Widząc zawartość kubka i miski, doszedł do wniosku, że musi być piątek, w piątki bowiem dostawał tylko chleb i wodę.Postawił ów spartański posiłek na ławie, przy której pracował, spojrzał na ponury deszcz za oknem.Może z powodu chłodu i wilgoci czuł dziś szczególną pokusę zaspo-kojenia głodu, wobec czego, jako dodatkowe umartwienie, zjadł tylko część chleba.Zastanawiał się później, czy nie narzucał sobie postu jako pokuty także z innych pobudek.Sam się dziwił, kiedy pod wpływem impulsu, słysząc dzwon wzywający go do kaplicy na nieszpory, położył kruszynę chleba na wprost mysiej dziury.Kiedy wrócił, chleba nie było.Uśmiechnął się.27 XIV.Ojciec Hafer był wstrząśnięty,— Nadużywać sakramentu? Jeśli chce pan mieć gwarancję, że będę milczał, nie musi się pan uciekać aż do spowiedzi.Proszę nie zapominać, że jestem również psychiatrą.Etyka zawodowa zmusza mnie do tego, bym traktował naszą rozmowę jako poufną.Nie wyjawię jej treści ani sądowi, ani policji.— Ja jednak wolę polegać na etyce osoby duchownej.Ksiądz przywiązuje wielką wagę do świętych ślubów.Gdyby ksiądz ujawnił to, co usłyszy na spowiedzi, byłby po-tępiony.— Powiedziałem, że odmawiam profanowania sakramentu! Nie wiem, jakie spraw-ki ma pan na sumieniu, ale…— Na miłość boską, błagam!Ojciec Hafer był do głębi poruszony.Shean przełknął ślinę.— Wtedy się ksiądz dowie, dlaczego musi mi ksiądz pozwolić wstąpić do klasztoru— powiedział łamiącym się głosem. XV.Stało się to swoistym rytuałem.Co wieczór kładł na wprost mysiej dziury odrobinę jedzenia — marchewkę, liść sałaty, cząstkę jabłka.Mysz nigdy nie wzgardziła poczęstun-kiem.Ale podejrzliwie odnosiła się do szczodrości Sheana i nie wychodziła z nory.Jasne — myślał Shean — po co wychodzić, skoro jedzenie przynoszą pod same drzwi?Rozbawiło go przypisywanie jej takich motywów postępowania, nie dopuszczał jednak, by przyjemność przeszkadzała mu realizować postanowienia.Jego celem było od-dawanie czci Bogu, dni wypełniała mu modlitwa i pokuta na cześć i chwałę Stwórcy i dla okupienia haniebnych grzechów.Podczas piątej zimy jego pobytu w klasztorze po-dmuchy wiatru usypały olbrzymie zaspy za oknem celi.Shean wytrwale oddawał się pokucie za ohydne czyny, uspokajał wyrzuty sumienia, które dręczyły jego duszę.Zdarzało się, że teraz gdy się modlił, mysz ryzykowała i wychodziła z dziury.Przytyła, spojrzenie miała bystrzejsze.Nie oddalała się od nory dalej niż na metr, ale poruszała się pewnie, jej futerko lśniło.Z nastaniem wiosny nabrała już takiego zaufania, że pokazywała się nawet wówczas, gdy Shean się gimnastykował.Siadała przed dziurą, przednie łapki unosiła do góry i uważnie przyglądała się jego osobliwemu zachowaniu.Każdego z przepojonych wonią wiosny dni Shean spodziewał się, że odejdzie.Pora, żebyś się trochę zabawiła — myślał — popróbowała słodkich młodych pędów, znalazła towarzystwo.Zwolnię cię nawet z przysięgi dochowania czystości.Idź, dziecinko.Załóż 28rodzinę.Myszy polne też są światu potrzebne.— Lecz ona pojawiała się jeszcze częściej i zapuszczała coraz dalej od nory.Latem przyszły takie upały, że pod włosiennicą pot spływał Sheanowi po piersi.Kiedyś, gdy siedział przy stole i jadł, poczuł nieznaczny ruch tuż przy nodze.Spojrzał w dółi zobaczył, że mysz obwąchuje mu ubranie.Zrozumiał, że zamieszkała z nim na dobre.Miał towarzysza pustelnika.Shean nie wiedział, jakiej jest płci.Ze względu jednak na klasztorne warunki, wolał uznać, że to samiec.Przypomniawszy sobie mysz, o której kiedyś dawno temu czytał w książce E.B.White’a, nadał jej imię: Stuart Little.Wtedy jeszcze byłem niewinny — pomyślał. XVI.— Nie wziąłem ze sobą sutanny.— A gdzie ją ksiądz trzyma? — spytał Shean.— U siebie, na plebanii.— Pójdę więc z księdzem.I tak musimy przejść do konfesjonału, do kościoła naprzeciwko.— To nie jest konieczne — powiedział ojciec Hafer.— Złagodzono przepisy.Może-my odbyć spowiedź otwarcie, tu w tym gabinecie, twarzą w twarz.Nazywa to się spowiedzią publiczną.Shean potrząsnął odmownie głową.— Nie odpowiada to panu?— Powiedzmy, że jestem staroświecki.Przeszli przez ruchliwą ulicę do kościoła.W chłodnym mrocznym wnętrzu rozległo się echo ich kroków, kiedy zajmowali miejsca w konfesjonale.Shean ukląkł w pachnącej stęchlizną ciemności.Za ścianką ksiądz odsunął zasłonę.Shean szeptem przemówił do cienia po drugiej stronie kraty.— Pobłogosław mnie ojcze, ponieważ zgrzeszyłem.Ostatni raz byłem u spowiedzi trzynaście lat temu.I znów obraziłem Boga następującymi grzechami — zaczął.Zaczął i mówił, i nie przerywał nawet wtedy, gdy musiał opisywać zdjęcia, które miałw kieszeni.Ksiądz słuchał, z trudem łapiąc oddech. XVII.I znowu była jesień, październik, szósty już rok w klasztorze [ Pobierz całość w formacie PDF ]