[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Poczuła naglą niechęć i gniew, jej zdaniem – całkowicie uzasadnione.Martwiła się, jak Susie ją przyjmie.Jak zareaguje na to, że jej starsza siostra wpadła w odwiedziny, kiedy już przeleciała prawie miliard kilometrów, żeby być jak najdalej od niej? Wesołych świąt, wracaj do domu: Pancho bała się, że właśnie tak przywita ją siostra.Czując kipiące w niej emocje, Pancho podążyła głównym korytarzem statku do głównego doku, gdy tylko kapitan ogłosił koniec manewru cumowania.Banda nadętych naukowców i dziennikarzy tłoczyła się w poczekalni portu, gadając i plotkując z niecierpliwością.Szybko wyłowiła z tłumu Jakea Wanamakera; górował nad pozostałymi.Na jego twarzy o wyrazistych rysach pojawił się uśmiech, gdy zobaczył Pancho, a ta odruchowo odpowiedziała uśmiechem.–Witaj, marynarzu – odezwała się, gdy udało jej się przedrzeć przez gęstniejący tłum i stanąć przy nim.– Nowy w mieście?–Tak, proszę pani – odparł Wanamaker, podejmując grę.– Może pani mi doradzi, co tu jest do zwiedzenia.Roześmiali się i Pancho od razu poczuła się lepiej.Przynajmniej do chwili, gdy wkroczyli do śluzy i obszaru recepcyjnego Goddarda.Tłum ustawiał się w rozgałęziającą się kolejkę, a personel habitatu sprawdzał ich nazwiska i przydzielał im kwatery mieszkalne.I wtedy Pancho dostrzegła Susie, wysoką i smukłą jak ona sama.Dobrze wygląda, pomyślała Pancho, czując, jak mocno bije jej serce.Wygląda nieźle.–Panch! – wrzasnęła Suz i przepchnęła się przez rząd notabli w stronę siostry.Nie wolno mi mówić do niej „Susan”, przypomniała sobie Pancho.To teraz Holly.Siostra zarzuciła jej ręce na szyję i Pancho wiedziała, że wszystko się jakoś ułoży.Bez względu na to, co się stanie, będzie dobrze.Przedstawiła Holly Jake’owi, który ujął jej dłoń w swoje wielkie łapsko i przywitał się z nią uroczyście; Pancho uśmiechała się promiennie.–Jazda, idziemy do mnie – rzekła Holly.– Znajdziecie swoje apartamenty później, jak już tłum się rozejdzie.Pancho z radością poszła za siostrą do włazu, który prowadził do korytarza poza obszar recepcyjny.Stał tam, przystojny, młody człowiek, o włosach koloru słomy, ufryzowanych w fale; miał wystające kości policzkowe, cienki, prosty nos, grubo ciosaną szczękę i przeszywające błękitne oczy.Jego twarz miała tak doskonale regularne rysy, że Pancho wzięła to za skutek terapii kosmetycznych.Jakiego to słowa używali naziści w dawnych czasach? Odpowiedź nadeszła szybko: aryjski.Właśnie tak wyglądał: idealny nordycki bohater.Poniżej szyi nie wyglądał jednak już na takiego twardziela: pod luźną bluzą zarysowywał się mu brzuszek.Jakby tylko twarz miała dla niego znaczenie.–Panch, to jest Malcolm Eberly, główny administrator Goddarda i…Prawa pięść Pancho wystrzeliła jak błyskawica i wylądowała tuż poniżej promiennego uśmiechu, prosto na szczęce Eberlyego, aż wylądował na tyłku.–To za to, że o mało nie zabiłeś mojej siostry, ty głupi skurwielu – warknęła Pancho.23 GRUDNIA 2095: OBSZARRECEPCYJNY HABITATU GODDARDNa sekundę wszyscy zamarli.Nikt się nie odezwał.Eberly potrząsnął głową, po czym usiadł, kiwając się i pocierając twarz dłonią.Holly przerwała milczenie.–Pancho! Na litość boską!–To nie była moja wina – rzekł Eberly, prawie jęcząc.– Ja próbowałem ich powstrzymać.Pancho prychnęła i przeszła obok niego, tłumiąc w sobie chęć, by go kopnąć tam, gdzie zabolałoby go najbardziej.Dwóch mężczyzn w czarnych kombinezonach z białymi opaskami z napisem OCHRONA ruszyło w jej stronę.Obaj mieli na biodrach paralizatory.Wanamaker zasłonił Pancho własną piersią.–Nic się nie stało – zwrócił się Eberly do ochroniarzy, wstając powoli.– Nic mi nie jest.–Szkoda – mruknęła Pancho i przeszła przez otwarty właz, nie oglądając się za siebie.Holly przyspieszyła kroku i zrównała się z siostrą.–Pancho, jego wybrano przywódcą całego cholernego habitatu!–Stał i patrzył, jak pieprzeni dranie z Nowej Moralności o mało cię nie zabili – prychnęła Pancho, maszerując dziarsko krótkim korytarzem z Wanamakerem u boku.–To już skończone – rzekła Holly.– I oni nie byli z Nowej Moralności, tylko ze Świętych Apostołów.–Wszystko jedno.–Ludzie, którzy byli za to odpowiedzialni, zostali odesłani na Ziemię [ Pobierz całość w formacie PDF ]