[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Chodziło o coś więcej.Nie wiedział, jak to coś nazwać, ale czuł, że dziś to nastąpi.Zajrzał do siostry.Nie spała już, może w ogóle nie spała, na co wskazywały jej podkrążone i zapuchnięte oczy.- Wracam do siebie.Zrób coś z twarzą, bo wyglądasz okropnie - powiedział.- I wpadnij koło południa, to mnie przygotujesz.- Dobrze, Mark.Srebrzysto - czarna gumpa leżała na stole.Mark przyglądał się jej czule.Była gotowa.On i ona.Nikt i nic nie zdoła się im oprzeć.Zamigotało czerwone światło.Jest Cora.Wpuścił ją do środka.Wyglądała znacznie lepiej.- Najpierw ty - powiedziała stawiając torbę na stole.Patrzyła z niechęcią na gumpę.- Wiesz, wydaje mi się, że jej nienawidzę.- Przestań Coro.Bierz się do roboty - powiedział zdejmując ubranie.W ciągu trzech godzin był gotów.Stał teraz nagi na środku sali trzymając srebrzysto - czarną gumpę.Cora patrzyła na niego z podziwem.- Mark.- zaczęła.Spojrzał tylko i wiedziała już, że nic go nie powstrzyma.Biła z niego pewność i wiara.- Wierzę, że wygrasz - powiedziała.- Jesteś najwspanialszym gumpiarzem na świecie, Mark.Jeszcze nigdy takiego nie było - dodała szeptem.- Dopiero będę, Coro - powiedział cicho - dopiero będę.Przebiegł ją dreszcz.Gdy wchodzili do nabitej publicznością Gump-Dance omiotły ich uważne i pełne podziwu spojrzenia.Mark poprowadził Corę do pierwszego rzędu.Przystanęli na chwilę.Spojrzała na niego i dotknęła jego policzka.Był zimny.Chciała coś powiedzieć ale Mark uśmiechnął się i zakrył dłonią jej usta.- Nie trzeba, Coro.Wybiła godzina.Spiker zaczął wymieniać zawodników.Kolejno wychodzili na środek sali.Mark wyszedł jako ostatni.Wyglądał wspaniale.W tej chwili Cora była dumna ze swego brata.Gdzieś z boku dobiegło ją głuche westchnienie.Spojrzała w tamtą stronę.Druu wpatrywała się w Marka z podziwem i żalem zarazem.Cora usiadła.Mocno chwyciła poręcze fotela.Mark stojąc na środku sali obiegł wzrokiem publiczność.Gdzieś dostrzegł Druu, ale nie zatrzymał na niej spojrzenia.Przez chwilę przyglądał się konkurentom.Dłużej zatrzymał wzrok na Garym.Z oddali dobiegł go głos spikera.Odrzucił płaszcz.W ręku błysnęła srebrzysto-czarna gumpa.Jestem gotów - wyszeptał - jestem gotów.I runęła muzyka.Postacie zaczęły się poruszać.Z początku wolno, łapiąc rytm, rozgrzewając się przed właściwym uderzeniem dźwięków.Głos śpiewał: „get ready, I’m ready”.Gumpy fruwały w powietrzu przerzucane z ręki do ręki.Tylko jedna nie opuściła dłoni.Mark zaczął wolno jakby ospale i na razie w miejscu.Jeszcze spoglądał wokoło, jeszcze widział patrzące na niego twarze.Cora, Druu, Cora, Gary.Rytm stawał się szybszy.Głos ponaglał zawodników.Gumpy sięgały coraz dalszych rejonów ciał, zostawiając wciąż nowe czerwone ślady.Mark przestał patrzeć.Otworzył się całkowicie i muzyka wlała się w niego.Poczuł jej zapładniającą moc.I zaczął właściwy taniec.Zaczął falować, drgać, pulsować każdym mięśniem.Już nie stał w miejscu, tylko wirował po sali.Inni zawodnicy schodzili mu z drogi, aż w końcu przestali tańczyć.Teraz tylko Mark i jego Gumpa.Cała sala z zapartym tchem wpatrywała się w wirującą, drgającą, falującą postać.Rozległ się tłumiony szloch.Cora patrzyła zafascynowana.Jej ręce z całej siły trzymały poręcze fotela.To jeszcze nie to.Zaraz zobaczycie coś, czego jeszcze w życiu nie widzieliście.A Mark był już samym tańcem.Był tańczącą wolnością.Gumpa wystrzeliła w górę i.uderzyła! Lewe ramię Marka rozbłysło żółto-fioletowym światłem.Zawarty w gumpie narkotyk złagodził ból.Ktoś krzyknął.Cora ledwo trzymała się w fotelu.Gumpa znów uderzyła! Z prawego kolana wysypały się kolorowe iskry.GET READY, GET READY.Cora kątem oka dostrzegła jak znieruchomiali do tej pory ludzie zaczynają się poruszać.Brało ich.Bijąca z Marka energia wyzwalała ich.Ktoś się przewrócił, ktoś upadł na kolana, ktoś inny zaczął krzyczeć.Mark nic już nie widział.Był tańcem, był muzyką, był światłem.I drgał, falował, wirował.Gumpa stała się częścią jego ciała.Uderzała i wyzwalała feerię barw.Mark był kolorową plamą poruszającą się w zawrotnym tempie.Ludzie krzyczeli coraz głodniej.Cora ostatkiem woli oderwała się od fotela i popędziła w stronę spikera.Chciała mu powiedzieć, by skończył z tym, ale odtrącił ją gwałtownie.Kiwał się, zapatrzony w wirującą, wielobarwną postać.Znalazła wyłącznik dźwięku.Wcisnęła.Nic! Odwróciła się i spojrzała na salę.Muzyka trwała.Ale nie płynęła z głośników.Płynęła z Marka! Ci, którzy byli w stanie to wytrzymać, podrygiwali konwulsyjnie.A Mark? Mark był kulą kolorowej energii, która pulsowała w szalonym rytmie.I nagle kula rozprysła się na tysiące, setki tysięcy barwnych punktów!Ludzie zaczęli wyć i szlochać.Cora stała oniemiała.Mark znikł!I tylko brzmiało jeszcze płynące gdzieś z oddali - I’m ready.Kształty w ciemnościachCiemność, wieczna ciemność - pomyślałem stojąc bez ruchu.Choćbym nie wiem jak wyleżał wzrok i tak nic nie zobaczę.Właściwie mógłbym nie mieć oczu gdyby nie rozbłyskujące punkty.Musiałem do nich dotrzeć za wszelką cenę.Czas nie odgrywał tu roli.Czasu miałem dużo, całą wieczność.Zrobiłem krok.Dobrze.Nic runie nie zatrzymało.Nie byłem już tak niecierpliwy jak na początku.Wolałem najpierw pomyśleć, skoncentrować się i dopiero ruszać.O nie, nie dam się już ponieść nerwom.Ręce trzymałem blisko piersi.Nauczony przykrym doświadczeniem nie wyciągałem ich gwałtownie przed siebie.Wprawdzie mam jeszcze dziewięć palców, ale wierzę, że będę ich kiedyś potrzebował.Nie mogę ich stracić.Obróciłem głowę w lewo, w prawo, pociągnąłem parę razy nosem.Nic.Żadnego wyraźnego zapachu.Ciemność nie pachnie.Postanowiłem zaryzykować.Zrobiłem trzy szybkie kroki do przodu.Nic.Stoję.Jeszcze raz miałem szczęście.Nie trafiłem w żadną barierę.Teraz trochę odpocznę [ Pobierz całość w formacie PDF ]