[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ze złością odrzuciła kołdrę.Teraz nie potrafi tak leżeć w łóżku.„Zrób to, zrób tamto!." Spojrzała na zamknięte drzwi, pokazała język i zaczęła się ubierać.Mówcie sobie, co chcecie.Rozkazujcie, rządźcie, dorośli! Ale teraz Katia ma swój własny sekret.Tajemnicę.Ważniejszą od waszych sekretów.Sąsiadka zaczęła właśnie szeptać o czymś z mamą.Gada pewno o „cudownych chwilach, o których pamięć odejdzie wraz z nią do grobu".To mi dopiero sekrety!Katia usiadła przy biurku i na bibule narysowała nagrobek ze śmigłem.Będzie lotnikiem jak Bohaterki Związku Radzieckiego z kobiecego pułku Bierszadzkiej.Wiedziała o tym pułku wszystko, czego można się dowiedzieć z książek.Najpierw będzie lotnikiem, a potem złoży podanie i przejdzie do kosmonautów.Kiedy następnie na bibule znalazł się samolot, rakieta, główka dziewczyny w hełmie przypominającym słój od bułgarskich konfitur i pies Węgielek, Katia zorientowała się, że odbiegła od tematu.Zaczęła więc znowu rozmyślać o swoich perypetiach.Teraz już nie mogła tłumaczyć sobie, że zasnęła na skałkach i wszystko się jej przyśniło.Już trzy lata temu przestała spać w ciągudnia.Poza tym każdy obudziłby się, gdyby wpadł do wody! Wynurzyła się dosyć daleko od kamieni, jakby przepłynęła spory odcinek z biegiem rzeki.Usiłowała obliczyć, ile metrów przepłynęła „we śnie" — wypadło tyle, ile wynosi droga od domu do piekarni.Musi przy okazji zmierzyć krokami odległość od bramy do piekarni.Co prawda długość kroku Katia mierzyła jeszcze w piątej klasie na lekcji geografii, a teraz jest już chyba trzy razy wyższa.Roześmiała się — ależ głuptas! Po co mierzyć odcinek do piekarni, jeśli można zmierzyć po prostu od kamieni do ścieżki, na którą wylazła na brzeg?— Śmieje się! — tragicznym głosem zawołała babcia zaglądając przez drzwi.— Śmieje się, półdiablę! Marsz do łóżka!— Nie.babusiu — żałośnie jęknęła Katia — nie.przecież jutro mam klasówkę z fizyki.— A gorączka?— Nie mam gorączki.Babcia dotknęła jej czoła i ustąpiła.Klasówka z fizyki to poważna sprawa, tak uważają dorośli.Jeszcze wczoraj Katia też denerwowała się z powodu tej klasówki, z powodu dwójki, którą musi dostać.Dziś było jej to obojętne.Dwójka to dwójka.Ma swoją tajemnicę.Wstrząsa-ją-cą!Ale powiedzcie, proszę, jak to się dzieje? Czy to czarodziej siedzi w kamieniach i przenosi ją w różne miejsca? Wszystkich tak przenosi czy tylko ją?Kino! Własny czarodziej Kati Gajduczenko!Bardzo dziwna myśl przyszła jej do głowy.Taką tajemnicę na ogół wszyscy zachowują dla siebie.Przecież jeśli ją spotkały te niepojęte historie, mogły się zdarzyć każdemu.A więc wszyscy ukrywają coś jedni przed drugimi? Po namyśle doszła do wniosku, że nie, że to niemożliwe, przynajmniej ktoś jeden musiałby się wygadać.Tośka na przykład od wieków wszystkim by już rozpaplała.Dorośli z pewnością wydawaliby na ten temat grube księgi i pisma w różnych językach — „dzieliliby się" wiadomościami na potęgę.Więc co? Ma własnego czarodzieja? Bzdura! Jeśli jest jej własny, to czemu przenosi ją tylko z kamieni nad rzeczką? Może raczej to miejsce jest.czarodziejskie.Ze wstydem wymówiła w duchu ten wyraz.Innego wyrażenia nie umiała znaleźć.Lepiej już nie zastanawiać się nad przyczyną przeniesień.Lepiej przypomnieć sobie kolejno oba wydarzenia.Jak widać, jednak bardzo mało zapamiętała.Nie darmo tatuś mówi: „Nic nie warta twoja spostrzegawczość.Trenuj".Aż nagle przyszło olśnienie.„Zawiadom tych, którzy ciebie wysłali, że strefa pomiędzy współrzędnymi czterdzieści szerokości północnej i siedemdziesiąt długości zachodniej jest niebezpieczna dla żeglugi".Podbiegła do półki i z trudem wyciągnęła duży atlas.Był ogromnego formatu, sięgał jej prawie do pasa.Rozłożyć go można tylko na podłodze — na biurku zakrywał kałamarz i wazonik.Otworzyła atlas tuż koło półki.Afryka, znowu Afryka w innym kolorze, potem Afryka w kawałkach.Ileż ich jest, tych Afryk? Przerzuciła od razu kilka kartek: Europa, dalej Antarktyda, Azja! Nie miała cierpliwości wyszukiwać, gdzie jest Ocean Atlantycki.Otworzyła gwałtownie drzwi przerywając żałosne opowieści sąsiadki:— Mamo, gdzie jest takie miejsce czterdzieści stopni szerokości północnej i siedemdziesiąt długości za-zachniej? — Przepraszam — zwróciła się mama do sąsiadki, która uśmiechnęła się słodko, — Czterdzieści stopni szerokości północnej i siedemdziesiąt długości zachodniej.To Atlantyk.Gdzieś u wybrzeży Stanów Zjednoczonych.Tak, w rejonie szlaku głównego.— A jak to znaleźć w atlasie?— To jest umowny punkt na oceanie.— Ach wiem, wiem! — niecierpliwiła się Katia.— Skrzyżowanie wyobrażonych linii.Ale pokaż mi w atlasie!— Cóż to za popłoch? — Mama wskazała wzrokiem sąsiadkę, ale ta sama zrozumiała, że nie będzie już dalszej rozmowy o cudownych chwilach.Katia władowała atlas na stół jadalny i rozłożyła jak obrus.Pół stołu zajmowała Azja a pół — druga strona Europy.Atlas pachniał farbą, kredowym papierem i klejem.— Zawsze chętnie panią widzę, bardzo proszę — mówiła mama w przedpokoju.Europa — także na pół stołu.Jasnozielona jak sałata i wzniesienia koloru słomy.Tu jest Ural.Katia mieszka właśnie gdzieś tutaj, ale nawet na tej mapie jej dom wydawałby się.czym? „Niczym" — stwierdziła.Cały duży dziesięciopiętrowy dom z windami, zsypem na śmieci, jasnymi oknami — cały ogromny dom stałby się niewidoczny jak mikrob, gdyby się na niego nie patrzyło przez mikroskop.A tu jest Anglia.Katia położyła się na Europie na brzuchu.Jakoś przedtem nie docierało do niej, że ziemia to taki ogrom.Anglia! Leży za Wyżyną Środkoworosyjską, za Ardenami, za rzekami Renem i Sekwaną i za kanałem La Manche.Czyżby to była prawda, że wczoraj Katia przebywała na zachodnim krańcu Europy, a teraz jest tutaj, na zachodnim krańcu Azji?— Niemożliwe! — powtórzyła chyba po raz setny.— Niemożliwe? O czym mówisz?— Tak sobie, o niczym, czterdzieści północnej, siedemziesiąt zachodniej, mamusiu.Miejsce to mama znalazła na granatowej mapie wód, na której lądy były białe, morza i oceany — granatowe i niebieskie, a biegi rzek oznaczone czarnymi, grubymi i cienkimi strzałkami.Ledwie otworzyła tę mapę, Katia znalazła miejsce przecięcia się wyobrażonych linii.Na mapie wcale nie wyglądały na wyobrażone.Biegły przez białe lądy i granatowe oceany, przecinały się pod bokiem Ameryki Północnej.Przy samym jej wschodnim brzegu.— Znalazłaś? Otwórz teraz Amerykę Północną.Tajemnicze miejsce znajdowało się akurat naprzeciw Nowego Jorku, trochę na prawo i trochę niżej.Na dużej mapie krzywe współrzędnych stały się proste.Ich przecięcie leżało na jasnoniebieskim tle niby skrzyżowanie linii strzału karabinu maszynowego.Katia widziała na filmie: lotnik łapał na cel nieprzyjacielski samolot, malutkiego szarego motylka, i wsadzał na skrzyżowane szpileczki celownika.To było straszne.W ten sposób właśnie lotnicy niemieccy strącali samoloty dziewcząt z pułku Bierszadzkiej.Zmrużyła oczy.Bardzo się jej podobał francuski marynarz.Rozmawiał z nią jak z dorosłą.Prawie jakby była kosmonautą.I on był wzięty na cel.To jego złapano w skrzyżowanie południków i równoleżników.Wyraźnie przypomniała sobie granatowy beret fantazyjnie załamany, złotego bączka, cieniutkie wąsy i nos z garbkiem jak nos papugi.„Proszę zawiadomić tych, którzy ciebie posłali." Łatwo to powiedzieć! Ale jeśli nikt mnie nie posyłał?Katia wzięła na ramię niepotrzebny już atlas i poszła do swego pokoju.— Dziękuję, mam.— powiedziała przechodząc [ Pobierz całość w formacie PDF ]