[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Tak samo mowili rodzice, Starsi, Strażnicy, wszyscy.To, co się stało z Aggie, było po prostu niemożliwe.Co do tego wszyscy byli zgodni.Mimi podeszła do otwartego okna, rozkoszując się słońcem pieszczącym jej skórę.Nic nie mogło się im stać.- Zwołali zgromadzenie.Wczoraj zostały rozesłane zawiadomienia.- Tak szybko? Ale oni nie zaczęli się jeszcze zmieniać - zaprotestowała Mimi.- Czy to nie jest wbrew zasadom?- Sytuacja nadzwyczajna.Wszyscy muszą zostać ostrzeżeni, nawet niedojrzali.- Jasne - westchnęła.Odpowiadało jej bycie jedną z najmłodszych, natomiast nie podobało jej się, że jej status zostanie niebawem przejęty przez nową partię.- Wracam do klasy.Gdzie się wybierasz? - spytał, wpychając koszulę w spodnie - bezskutecznie, bo kiedy sięgnął po skórzany plecak, wysunęła się znowu.- Do Barneysa - odparła, zakładając ciemne okulary.- Nie mam się w co ubrać na pogrzeb.SZEŚĆNa drugiej lekcji Schuyler miała etykę - łączone zajęcia, na które przychodzili uczniowie drugich i trzecich klas w ramach zaliczania puli przedmiotów do wyboru.Nauczyciel, profesor Orion, absolwent Uniwersytetu Browna, z kręconymi włosami, długimi wąsami i pokaźnym nosem Cyrana, miał zwyczaj ubierać się w za duże swetry, które wisiały na nim jak na wieszaku.Teraz siedział na środku klasy, prowadząc dyskusję.Schuyler znalazła miejsce koło okna i przysunęła swoje krzesło bliżej do otaczającego profesora Oriona kręgu.Było tylko dziesięć osób, tyle ile liczyła zwykle ich grupa.- zwykły rozmiar klasy.Nie mogła nie zauważyć, że Jacka brakowało na zajmowanym zwykle przez niego miejscu.Nie odezwała się do niego ani razu w tym semestrze i była ciekawa, czy w ogóle pamięta, że spotkali się w piątkowy wieczór.- Czy ktoś z was znał dobrze Aggie? - zapytał profesor Orion, chociaż było to zbędne pytanie.Duchesne zaliczała się do takich szkół, w przypadku których wychowankowie spotykając się po latach przypadkowo w Centrum Pompidou w Paryżu albo na mieście u Maxa Fisha natychmiast umawiali się na drinka i wypytywali o rodzinę.Nawet jeśli w szkole nie zamienili ani słowa, praktycznie na pewno wiedzieli o sobie wszystko, nie wyłączając plotek.- No więc? - ponowił pytanie profesor.Bliss Llewellyn niepewnie podniosła rękę.- Ja - powiedziała nieśmiało.- Czy możesz nam o niej opowiedzieć?Bliss opuściła rękę i poczerwieniała.Opowiedzieć o Aggie? Co właściwie o niej wiedziała? Tylko tyle, że lubiła ciuchy, zakupy i swojego malutkiego pieska, Śnieżkę.Była to chihuahua, podobnie jak piesek Bliss, a Aggie uwielbiała stroić ją w zabawne ubranka.Śnieżka miała nawet futro z norek pasujące do futra Aggie.Tyle pamiętała.Kto tu właściwie kogoś znał? Tak naprawdę Aggie była raczej przyjaciółką Mimi.Bliss odszukała w pamięci tamtą noc.Skończyło się na tym, że przez całą wieczność siedziała w zaułku, gadając z Dylanem.Kiedy wypalili ostatniego papierosa, byli już sami, a wtedy on wrócił w końcu do The Bank, a ona niechętnie udała się do Block 122, na spotkanie fochów Mimi.Aggie nie było przy stoliku i Bliss nie widziała jej przez resztę imprezy.Od bliźniaków Force Bliss dowiedziała się kilku rzeczy.Aggie została znaleziona w „kraju Nod” - pokoiku na tyłach klubu, gdzie obsługa kładła znarkotyzowanych gości.Ten niepozorny sekrecik Block 122 ukrywał skrzętnie przed tabloidami, przekupując tak policję, jak i paparazzich.W większości przypadków goście odzyskiwali przytomność kilka godzin później, lekko sfatygowani, a w zanadrzu mieli doskonałą historyjkę.„A potem budzę się w tym schowku! Niezła jazda, nie?” - opowiadali, gdy w stanie (niemal) nienaruszonym zostali odesłani do domów.Ale piątkowej nocy coś poszło nie tak.Nie można było docucić Aggie.A kiedy „ambulans” (sportowy wóz właściciela klubu) przywiózł ją na ostry dyżur do szpitala St.Vincent, Aggie już nie żyła.W powszechnej opinii było to przedawkowanie.Ostatecznie ofiarę znaleziono w tym pokoju.Tyle tylko, że Bliss wiedziała, iż Aggie nie tykała narkotyków.Podobnie jak w przypadku Mimi, jej nałogi ograniczały się do wizyt w solarium i papierosów.„Nie muszę się niczym szprycować.Szprycuję się życiem” przechwalała się Mimi.- Była.bardzo miła - spróbowała coś wymyślić Bliss.- Kochała swojego pieska.- Miałam kiedyś papugę - skinęła głową dziewczyna z drugiej klasy, z zaczerwienionymi oczami.To ona na korytarzu podawała Mimi chusteczki.- Kiedy umarła, to było jakby część mnie umarła.I w ten sposób śmierć Augusty „Aggie” Carondolet z tragedii stała się po prostu punktem wyjściowym zażartej dyskusji o tym, że zwierzęta także są członkami rodziny, gdzie znajdują się cmentarze dla zwierząt i czy klonowanie swojego zwierzęcia jest etyczne.Schuyler z trudem ukrywała obrzydzenie.Lubiła profesora Oriona i jego luzackie podejście do życia, ale była zniesmaczona tym, jak jej koledzy zamieniali coś prawdziwego - śmierć kogoś, kogo znali, kto miał niespełna szesnaście lat, dziewczyny, którą widzieli opalającą się na wewnętrznym dziedzińcu, posyłającą mocne serwy w czasie gry w squasha, opychającą się świeżymi ciasteczkami (jak wszystkie popularne dziewczęta w Duchesne, Aggie uwielbiała jedzenie, które zupełnie nie szkodziło jej niemal anorektycznej figurze) - w trywialne wydarzenie, okazję do porozmawiania o własnych obsesjach.Drzwi otwarły się i wszyscy spojrzeli na zaczerwienionego Jacka Force’a, wchodzącego do klasy.Oddał swój formularz profesorowi, który machnął ręką.- Siadaj, Jack.Jack przeszedł przez klasę, kierując się do ostatniego wolnego krzesła - obok Schuyler.Wyglądał na zmęczonego i trochę wymiętego, w pogniecionej koszulce polo wyłażącej z obszernych, wełnianych spodni.Słaby prąd elektryczny przemknął przez ciało Schuyler - kłujące, ale nie nieprzyjemne uczucie.Co się zmieniło? Zdarzało się już, że siedzieli obok siebie, ale dotąd nigdy nie zwracała na niego uwagi.Teraz nie patrzył na nią, a ona była zbyt przestraszona i podekscytowana, żeby spojrzeć na niego.To dziwne, że znudzili się tam tego samego wieczora.Tak blisko miejsca, w którym umarła Aggie.Kolejna podwładna Mimi paplała o swoim chomiku, który zdechł z głodu, kiedy wyjechali na wakacje.- Tak strasznie kochałam Bobo - chlipnęła w chusteczkę, a reszta klasy wyrażała jej swoje współczucie.W kolejce czekały opowieści o żałosnym końcu równie ukochanych jaszczurek, kanarków i królików.Schuyler przewróciła oczami i zaczęła bazgrać na marginesie notesu.W ten sposób odgradzała się od świata.Kiedy nie mogła już wytrzymać rozpuszczonych kolegów z klasy, pewnych samouwielbienia monologów, niekończących się lekcji matematyki, usypiających właściwości podziału komórkowego, kryła się za kartką i ołówkiem.Zawsze uwielbiała rysować.Dziewczęta i wielkoocy chłopcy z anime.Smoki.Duchy.Buty.W roztargnieniu szkicowała profil Jacka, kiedy czyjaś ręka naskrobała notatkę na górze strony.Zaskoczona podniosła wzrok, instynktownie zasłaniając rysunek.Jack Force ponuro skinął głową, stukając w notes ołówkiem i kierując jej uwagę na napisane przez siebie słowa [ Pobierz całość w formacie PDF ]