[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Txema patrzył na niego bez słowa.„Pamiętam, jak nasz naczelny szukał desperacko argumentów, które mogłyby przekonać czytelników, że wynik badań musiał być błędny.Na przykład, że kopie całunu turyńskiego istniały na długo przed czternastym wiekiem.Jak w takim razie można było skopiować coś, co jeszcze nie powstało? Istnienie dawnych kopii było dowodem na to, że istniał oryginał dużo starszy niż one same.Logiczne, prawda?".Zanim zatrzymali się, żeby zatankować, fotograf zrozumiał już, o co chodziło Carlosowi.„Przeczucie", „niesamowity zbieg okoliczności" między znalezieniem medalika a wiadomością o świętym całunie w Cameros… Coś mu tutaj nie pasowało.Przerwał swoje milczenie dokładnie na granicy ziem La Rioja.–Możesz mi wyjaśnić, dlaczego odłożyłeś na bok inne sprawy, żeby zająć się taką bzdurą? – wypalił.– Poszukiwaniem kopii, tak, kopii jakiejś relikwii? A jeśli chodzi o medalik, nie kupuję tej historii, szczerze mówiąc.Słowa Txemy zmieniły wyraz twarzy kolegi.–Co masz na myśli?–Dobrze wiesz co… Odkąd cię znam, unikałeś wiadomości mających związek z religią, spirytyzmem, mistyką.Po prostu zostawiałeś je dla innych.Dlaczego ta cię tak po-chłonęła? Coś ci się stało? Coś, o czym powinienem wiedzieć? Carlos zachował powagę, nie odrywał oczu od szosy.–Nie wiem.–A co się stało z teleportacjami? – fotograf drążył temat.– Pamiętasz tych facetów, do których mnie zawiozłeś, tych, którzy mówili, że wjechali w gęstą mgłę i znaleźli się nagle ileś tam kilometrów dalej? Nie mówię o tym człowieku z Sewilli, którego przegapiłem.Mam na myśli tych z Salamanki.A ta noc w Alicante, kiedy jeździliśmy tam i z powrotem szosą numer trzysta czterdzieści, czekając, aż „coś" teleportuje nasz samochód? A ksiądz z Wenecji, który parę miesięcy temu powiedział nam, że jest w stanie przenieść się w przeszłość, setki kilometrów od miejsca, w którym się znajduje, i przyjrzeć się dowolnemu wydarzeniu historycznemu?–To co innego, Txema – poprawił go Carlos zmęczonym głosem.–Może nie.W każdym razie to znacznie ciekawsze niż szukanie fałszywych całunów! Carlos się skrzywił.Rzeczywiście, od jakiegoś czasu unikał tamtego tematu: w ciągu ostatnich miesięcy robił wywiady ze świadkami, którzy zapewniali, że doświadczyli teleportacji.Ludźmi opowiadającymi, jak w czasie podróży przez odludne okolice coś nagle zmieniało ich trasę.Na ogół była to pojawiająca się na szosie ściana mgły, innym razem tym „czymś" był tylko dreszcz, błysk światła, jak flesz aparatu.A później wszystko się zmieniało: droga, pejzaż, trasa… Wszystko! W niecały rok zlokalizował mniej więcej dwadzieścia osób, które opowiadały mu praktycznie tę samą historię.Rozmawiał z pilotami lotnictwa, kapłanami, wędrownymi handlarzami, kierowcami ciężarówek, nawet z byłym mężem sławnej piosenkarki.Jak zwykle ustalił też zasady, które według niego rządziły tymi incydentami.Carlos czuł, że to był najlepszy sposób wyjścia z kryzysu: jeśli zbliży się do sfery nadnaturalnej i zamknie ją w racjonalnej, naukowej wizji, być może odnajdzie tego nieuchwytnego Programistę i będzie mógł z nim porozmawiać.Pewnego dnia… – mówił sobie.Jednak dziennikarz źle obliczył swoje siły.Problem szybko go przerósł.Pieniądze przewidziane dla niego przez gazetę skończyły się w pewnym momencie, a jego praca utknęła w martwym punkcie.Czuł się przegrany.Poniósł porażkę.A Txema o tym wiedział.–Jeśli tak się tym entuzjazmowałeś, dlaczego sobie odpuściłeś? Carlos spojrzał na niego kątem oka, zwolnił i wrzucił trzeci bieg, zanim odpowiedział niechętnie.–Wyjaśnię ci to, żebyś zostawił mnie wreszcie w spokoju.To przez dwa historyczne przypadki.Wydawało mi się, że trafiłem na coś ważnego: dwie dawne wzmianki o zdarzeniach przypominających te, które badałem.Ale kiedy zacząłem węszyć, nie znalazłem żadnego śladu.W końcu zdałem sobie sprawę z tego, że idę tropem anegdot wyssanych z palca, i dałem spokój.Czy to ci wystarcza?–Och, daj spokój! Nigdy mi o tym nie wspomniałeś.Co dokładnie cię pokonało?–Nic mnie nie pokonało! – zaprotestował.– Pierwszy wypadek dotyczył hiszpańskiego żołnierza z szesnastego wieku.Według legendy w czasie zwiadu w Manili na Filipinach mężczyzna przeniósł się w mgnieniu oka na rynek miasta Meksyk…–Kiedy to się wydarzyło?–Właściwie data była jedyną informacją, jaką udało mi się ustalić: dwudziesty piąty października tysiąc pięćset dziewięćdziesiątego trzeciego.Txema poruszył się w fotelu.Chłopak miał niezwykłą pamięć do nazwisk, cyfr i miejsc.–Wyobrażasz sobie? Ten oszczepnik w kilka sekund pokonał piętnaście tysięcy kilometrów, przebył ocean i pojawił się na drugim końcu świata, nie potrafiąc nawet nikomu wyjaśnić, jak tego dokonał.–A drugi przypadek?–Ten był bardziej spektakularny: zaledwie czterdzieści lat po „locie" żołnierza hiszpańska mniszka, María Jesús de Agreda, była przesłuchiwana przez inkwizycję na temat jej powtarzających się wizyt w Nowym Meksyku.Oskarżono ją o chrystianizację licznych plemion indiańskich z Rio Grande, której dokonała dzięki lotom między Hiszpanią a Ameryką.O dziwo, nigdy nie opuściła klasztoru.–Podróżowała tam i z powrotem, jak jej się podobało? Jakby korzystała z korytarza powietrznego? – zapytał Txema z niedowierzaniem.–Na to wygląda.Najdziwniejsze jest to, że zwykła mniszka żyjąca w klauzurze potrafiła kontrolować tę zdolność „latania" i okpić trybunały Świętego Oficjum do tego stopnia, że nikt nie skazał jej za uprawianie czarów.–Udało ci się znaleźć coś na jej temat?–Ani o niej, ani o tamtym żołnierzu – powiedział Carlos z rezygnacją w głosie.– W przypadku mniszki miałem jej imię, ale brakowało nazwy miejsca czy klasztoru, od której mógłbym zacząć szukać.Jeśli chodzi o żołnierza, znałem miejsce, z którego wyruszył, i to, do którego dotarł, datę jego „podróży", ale ani śladu nazwiska albo dokumentu z tamtego okresu, który mówiłby o jego wyczynie… Wreszcie odłożyłem sprawę na bok.Nie wiem, czy pamiętasz, że w ostatnim reportażu wspominałem o tych dwóch sprawach, ale nie rozwinąłem tematu i schowałem wszystko do szuflady, bo nie wiedziałem, od której strony się do tego zabrać.Dlatego postanowiłem zająć się czymś innym.–Czyli religią, jak widzę – zaśmiał się Txema.–Nie tylko [ Pobierz całość w formacie PDF ]