[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Niby chciala o cos zapytac, ale kiedy tylko tamta podeszla do kawiarni, nagle zaczela go calowac w usta przy ludziach i obmacywac mu spodnie, a panna zobaczyla to przez witryne.Ma sie rozumiec, nawet nie weszla do srodka.Pan mowiles, ze tamtym chodzi o to, zeby ci dwoje sie nie zeszli, i ja panu mowie, ze sie nie zejda.Tamta nagle wstala i wyszla, jakby nigdy nic.- Zamilkl na chwile, bawiac sie bezmyslnie minogami na talerzu.-A wie pan, dlaczego panu wierze? Bo ja czytam gazety.Polskie, zydowskie, angielskie.Pan mogles znac tego czy tamtego, mogles pan nawet sam zamordowac tego Focha albo wynajac te panne.Ale tego, ze swiat nagle stanie na glowie, pan zadna miara nie mogles wiedziec.Nie mogles pan zaangazowac tego Niemca Winklera, zeby wczoraj powiedzial przemowienie o czystosci rasy i o zydowskim spisku, tylko po to, zeby zrobic na mnie wrazenie.Ja tego sluchalem na niemieckim radio, panie Meier, u nas nawet o tym jeszcze nie pisali.Z drugiej setki detektyw wypil ostroznie polowe i zagryzl minogiem.Meier odstawil kufel i obmacal kieszenie w poszukiwaniu papierosa.-Powiem panu cos jeszcze.Wie pan, co robi Zyd, jak nie wie, co robic? Idzie do rabina.Ja nie jestem taki bardzo religijny, ale poszedlem.Sluchal dlugo i milczal, a potem powiada: "Mozliwe, ze zwariowales, reb Holzman, ale mnie sie tamten swiat, co pan o nim opowiadasz, sni po nocach.Ja mieszkam na Nowolipkach i ja tu spac nie moge.Mnie sie sni kolej, ktora wioza Zydow na smierc, stloczonych w wagonach jak krowy.Mnie sie snia czarni ludzie, ktorzy pala kobiety i dzieci w wielkich piecach.Sni mi sie wojna i glod takie straszne, jakich jeszcze nie widziano.Wszystko to mi sie widzi tutaj.Ta kolej bedzie odchodzic ze Stawek, widze te same ulice i ludzi, ktorych znam, zamknietych za drutem kolczastym i chudych jak szkielety.Doly pelne trupow.Co noc to widze, reb Holzman, i to jest blank tak samo, jak mi opowiadasz.Wiec moze i tak jest, ze to jest jakas prawda".Tak mi powiedzial.-Ciesze sie, ze pan mi wierzy, panie Rajmundzie.Ja bym na panskim miejscu nie uwierzyl.-Ja nie tyle wierze, co na razie zgadzam sie uznac, ze to moze byc prawda.Ale jak juz tak jest, to niech mi pan odpowie na kilka pytan, panie Meier.Pan niby jestes stamtad, tak?-Tak.Urodzilem sie w dwa tysiace pietnastym roku.-Wyslali pana, zeby ratowac wasz swiat, tak?-Raczej na zwiad.Ale tak, ogolnie rzecz biorac, tak.-Jest pan jednym z nich.Dlaczego staje pan po naszej stronie?Meier pochylil sie nad stolem.-Dlatego, panie Rajmundzie, ze moj swiat jest okropny.Nienawidze go i nie chce do niego wracac.Mialem go dosyc.Dosyc wszechwladnego panstwa, ktore wtraca sie do kazdej, nawet najbardziej osobistej rzeczy, ale za to napady w bialy dzien sa na porzadku dziennym.Dosyc tloku, dosyc najrozniejszych uprzywilejowanych grupek, dosyc niezliczonych zakazow.Kazdy czlowiek jest obserwowany.Dzien i noc.Na ulicy, we wlasnym domu.Nie wolno pic, nie wolno palic, nie wolno mowic wielu rzeczy, nie wolno jesc miesa, nic.Zwykly czlowiek moze isc do wiezienia za byle glupstwo, ale bandyci robia, co im sie podoba.Kilometrami ciagna sie gigantyczne, paskudne miasta, pelne biedy, biedakow z calego swiata.Sa takie dzielnice, przez ktore mozna przejechac tylko samochodem pancernym.Bogaci zamykaja sie w fortecach, a reszta tloczy sie jak mrowki.Nie ma nadziei, nie ma przyszlosci.Tu jest normalnie.Nie cudownie, nie rajsko, tylko normalnie.Wiedzialem to od chwili, kiedy wyszedlem tu pierwszy raz na ulice.Spojrzalem na miasto, ktore tam, u mnie, bylo paskudne, niszczone i glupio odbudowywane po kilku wojnach, niemozliwie zatloczone, wrogie, i pomyslalem: "Boze, przeciez ono wlasnie tak powinno wygladac".Wydawalo mi sie, ze je poznaje, mimo ze wyglada calkiem inaczej.Chodzilem po nim godzinami i wszystkim sie zachwycalem.Zakochalem sie w panskim swiecie, panie Holzman.Tu wszystko jest jakies normalne.Jest tak, jak powinno byc.Zupelnie inaczej niz u mnie.To moj swiat jest bledem, a nie panski.Tu, w tej gazecie - klepnal dlonia zlozony "Kurier" - widzi pan narodziny swiata podobnego do mojego.Rodzi sie przez chaos, zbrodnie i tyranie.Nadchodzi.Panstwa wazniejsze od swoich obywateli, postep wazniejszy od ludzi, nieustanne, chaotyczne, rakowate zmiany.Zawsze na gorsze.Wszystko ma sie zmieniac.Niewazne, ze bez sensu, byle sie zmienialo.I wszystko glupio.- Meier wypil lyk araku i westchnal.- Zapytal pan o cos bardzo skomplikowanego i to jest najprostsza odpowiedz, jakiej moge panu udzielic.Ale tak naprawde mam tysiace powodow.-Nastepne pytanie: masz pan cos stamtad? Cokolwiek?-Nie.Mowilem panu.Przenosi sie informacja o czlowieku, o tym, co ma w glowie i jak jest zbudowany.To jest jakby dusza.Cialo buduje sie na miejscu.z powietrza.z atomow.nie umiem panu tego wyjasnic; dosc, ze nie mozna przeniesc niczego.Nawet szpilki.Nie mozna wyslac w przeszlosc przedmiotu.Dlatego tamci pojawiaja sie nago.-Wiec skad pan mial pieniadze?-Nie zabilem nikogo ani nie obrabowalem, panie Rajmundzie.To sie u nas nazywa "asertywna spolecznie technika aprowizacji", ale to dobre dla grupy operacyjnej.Sa tu na krotko; ich zadaniem jest sabotaz i nie licza sie z kosztami.Ja postanowilem zostac, wiec nie chcialem zaczynac od zbrodni.Ucza nas roznych sposobow.Jednym z nich jest oszustwo.Sztuczki umozliwiajace wyludzanie pieniedzy.Znamy ich dziesiatki.Czasami mozna przed skokiem wydobyc sama informacje z czasu, do ktorego sie czlowiek udaje.Wyliczyc na przyklad numery, ktore beda wygrana na loterii, ale to nie zawsze wychodzi i nie zawsze dziala.Sa specjalne maszyny liczace, ktore sie tym zajmuja.Pierwsze ubranie udalo mi sie ukrasc.Ukradlem je ze sznura, na szczescie bylo lato.Pierwsze pieniadze wygralem w karty - nauczono mnie oszukiwac.Potem uwiodlem bogata, samotna kobiete z wyzszych sfer i sklonilem ja, zeby mnie przez jakis czas utrzymywala, po czym opatentowalem kilka prostych wynalazkow znanych w moim swiecie i zrobilem na tym majatek.Detektyw patrzyl na niego szeroko otwartymi oczami i przez chwile nic nie mowil.-Co to za wynalazki?-Wieczny olowek - metalowa obsadka, w ktorej siedzi cienki kawalek grafitu.Sprzedalem go czeskiej firmie pismienniczej.Sprzedalem im jeszcze pioro kulkowe - wieczne pioro, ktore ma w srodku taka rurke z gestym tuszem zatkana metalowa koncowka z kuleczka.Ten srodek bedzie sie kupowalo za grosze, a obsadka bedzie na zawsze.Nie wylewa sie, nie zasycha, nie robi kleksow.Jeszcze tego nie produkuja, ale niedlugo zaczna.Sucha baterie w malej blaszanej puszce, taka, ktora sie nie wylewa i dlugo trzyma prad.Kredowa tasme do maszyny do pisania, ktora ukrywa bledy.Jednak najwieksze pieniadze dostalem za wymienne brzytewki.To sie bedzie sprzedawalo na calym swiecie, zobaczy pan.Na pewno pan widzial te rzeczy, ale nie wie pan, ze to ja je niby wynalazlem.Nie produkuje ich sam.Robie tylko prototyp i sprzedaje patent duzym firmom [ Pobierz całość w formacie PDF ]